07 02 2013 dkf mini

 

„RAKIETA” 03.02.2014 godz.19.00; 96 MIN
„IDA” 10.02.2014 godz.18.00;  80 MIN
„DOTYK GRZECHU” 17.02.2014 godz. 19.00; 133 MIN
„PIETA” 24.02.2014 godz. 19.00; 104 MIN

 

RAKIETA”.

2013 MFF w Berlinie, Nagroda Specjalna: Nagroda Amnesty International: Kim Mordaunt
2013 MFF w Berlinie Nagroda Specjalna: Najlepszy Debiut: Kim Mordaunt
2013 MFF Tribeca, WYGRANA: Nagroda Publiczności: Kim Mordaunt
2013 MFF Tribeca, WYGRANA: Najlepszy Film Fabularny: Kim Mordaunt
2013 MFF Tribeca WYGRANA: Najlepszy Aktor: Sitthiphon Disamoe

O FILMIE

Chłopiec, który rzekomo przyciąga nieszczęścia, prowadzi swoją rodzinę oraz parę wyrzutków społeczeństwa przez Laos w poszukiwaniu nowego domu. Po podróży przez kraj wyniszczony wojnami, podróży pełnej nieszczęśliwych zdarzeń, chłopiec chce udowodnić, iż nie jest przeklęty i buduje ogromną rakietę, która pozwoli mu wziąć udział w najbardziej dochodowych, ale również i niebezpiecznych zawodach roku: Festiwalu Rakiet.

„Ten urzekający dramat to słodko-gorzki portret przyciągającego pecha chłopca, który próbuje zwalczyć swą klątwę… Film jest delikatny i liryczny, przeplatany chwilami wielkiej tragedii oraz scenami nieopisanej radości. Wspaniałe zdjęcia, role pięknie zagrane w większości przez nieprofesjonalnych aktorów, i na dodatek – inteligentny główny bohater. Rakieta jest jak magnes i zasługuje na słowa pochwały”.

CinemaBlend (US) Laos – niewielki kraj, wciśnięty między Wietnam i Tajlandię, jeden z najsłabiej rozwiniętych krajów Azji – jest scenerią, w której rozgrywa się „Rakieta”, film nakręcony przez australijskiego filmowca, Kima Morduanta. Egzotyka miesza się tu z biedą, dawne wierzenia z industrializacją – nie wszyscy jednak są jej beneficjentami. Małe plemiona przesiedla się z ich wiosek i umieszcza w obozach przejściowych. Ludzie wegetują w nich, pozbawieni pracy i elektryczności. W lasach i na drogach czekają natomiast na każdego niewypały: miny, granaty i bomby, pamiątki po wojnie sprzed lat. To nie jest miejsce dla małych dzieci.

Główny bohater „Rakiety”, Ahlo, urodził się z piętnem. Według laotańskich wierzeń, gdy matka rodzi bliźniaki, jedno z dzieci otrzymuje dar przynoszenia szczęścia, drugie – pecha. Kto decyduje o podziale ról? W przypadku Ahlo zadecydował los – jego brat nie przeżył porodu; dla świadków od razu stało się jasne, że to przez niego.

Tragiczne zdarzenie zbiega się w czasie z exodusem rodziny Ahlo, która zostaje wygnana ze swojej wioski, gdzie zbudowana zostanie nowa tama. Obiecane przez państwo miasteczko zastępcze przypomina raczej śmietnisko. (…)

Morduant zaczynał od dokumentu i to widać w jego filmie, niekoniecznie jednak w warstwie obrazu, raczej w sposobie rozkładania akcentów. „Rakieta” jest w gruncie rzeczy filmem dla młodego widza, przerabia się tu kluczowe dla tego kina tematy: odrzucenie, samotność, ucieczkę w świat fantazji, pierwsze zaloty. Australijczyk wplata jednak w strukturę wątki jakby z innego rejestru: nierozwiązaną ciągle kwestię pozostawionych kilkadziesiąt lat temu przez Amerykanów niewypałów, niszczenie lokalnych kultur, los przegranego pokolenia, które poszło na wojnę w latach 70. i do dzisiaj nie może uporać się z tym doświadczeniem. Brakuje jednak w filmie konkretnych informacji, dlatego widz jest skazany na domysły. Australijczyk widocznie obawiał się, że nadmiar informacji przesłoni głównego bohatera. Można przypuszczać, że ów Purpurowy Wujek należał w latach 70. do partyzantów i stał się ofiarą bombardowania (możliwe, że nawet przy użyciu broni chemicznej) przeprowadzonego przez rząd w Wientianie. Trudno natomiast zrozumieć, skąd biorą się napięcia między różnymi nacjami zamieszkującymi Laos.

Mimo poczucia pewnego zagubienia, ogląda się „Rakietę” bardzo dobrze. Duża w tym zasługa naturszczyków, przede wszystkim chłopca, który gra Ahlo: zbuntowanego, nieokrzesanego, będącego bez przerwy w ruchu. Mordaunt nie boi się za nim podążać, nierzadko schodzi z głównej ścieżki fabuły. Najlepsze sceny w filmie to te, które niczemu nie służą i nigdzie nie prowadzą, w których widzimy po prostu dziecięcą włóczęgę i dziecięce zabawy. Nie razi także zakończenie, gdyż nie jest ono wydarzeniem, po którym już wszystko będzie dobrze. Jest raczej krótką chwilą szczęścia – tak rzadką w tym pięknym, choć trudnym kraju.

Jakub Socha, Rakieta, „Kino” 2013, nr 12, s. 79

 

 

„IDA”

2013 Gdynia -Grand Prix (Wielka Nagroda Jury „Złote Lwy”)

2013 Agata Kulesza Gdynia -Nagroda za pierwszoplanową rolę kobiecą

2013 Łukasz Żal ,Ryszard Lenczewski Gdynia – Nagroda za zdjęcia

2013 Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński Gdynia -Nagroda za scenografię

2013 Gdynia – Don Kichot, Nagroda Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych

2013 Gdynia -Nagroda Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych

2013 Gdynia -Nagroda Dziennikarzy

2013 Agata Trzebuchowska Gdynia -Wschodząca Gwiazda Elle

2013 Toronto (Toronto International Film Festival)-Nagroda FIPRESCI

2013 Warszawa (Warszawski Festiwal Filmowy)-Grand Prix

2013 Londyn (London Film Festival)-Grand Prix

2013 Łukasz Żal, Ryszard Lenczewski Bydgoszcz Międzynarodowy Festiwal Sztuk Autorów Zdjęć Filmowych „Plus Camerimage” -„Złota Żaba” w Konkursie Głównym

 O FILMIE

Czerń i biel. Kadr o formacie zbliżonym do kwadratu, dziś, w dobie panoramicznych ekranów, rzadko stosowany. Klasztor, zakonnice, rok 1962. A jednak „Ida” Pawła Pawlikowskiego z konserwatyzmem i nostalgią ma niewiele wspólnego. Pod wieloma względami ten kameralny, cichy film jest dziełem w polskim kinie rewolucyjnym. (…)

Ida (idealnie obsadzona debiutantka Agata Trzebuchowska) jest postulantką w katolickim zakonie. Wychowała się w prowadzonym przez siostry sierocińcu. Teraz, zanim wstąpi ostatecznie do zakonu, musi – z polecenia siostry przełożonej – spotkać się z ostatnią żyjącą krewną, do tej pory nie dającą znaku życia. Tą krewną okazuje się Wanda Gruz (Agata Kulesza), w latach stalinizmu prokuratorka – „Krwawa Wanda”, w pokazowych procesach politycznych posyłająca przeciwników reżimu na śmierć. W czasie, gdy rozgrywa się akcja filmu – w tyleż siermiężnej, co bezzębnej gomułkowskiej „małej stabilizacji” – Wanda jest sędzią skazującą za groteskowe akty polityczne (…)

Wanda jest Żydówką. Tak jak dla wielu innych Żydów, zaangażowanie w komunizm było być może dla niej okazją do identyfikacji ze Sprawą, pozwalającą przekroczyć horyzont jej kulturowej tożsamości, napiętnowanej w świecie przedwojennej Polski. Żydówką jest też Ida – czego dowiaduje się od ciotki. Jej rodzice, rolnicy spod Łomży, zginęli w czasie wojny. Ida chce odnaleźć miejsce ich pochówku. Ciotka wyrusza z nią w drogę w poszukiwaniu grobów najbliższych.

Między kobietami panuje napięcie. Wanda wyraźnie pragnie odciągnąć Idę od klasztoru i zakonnego życia. Co nią kieruje? Niechęć komunistki i wolnomyślicielki do religii? Na pewnym prostym poziomie tak, ale nie tylko. Idę i Wandę łączy bowiem to, że obie są kobietami poświęconymi Sprawie. (…)

Wszelkie dylematy, przed jakimi stają bohaterowie filmu, są skomplikowane, nie mają dobrego rozwiązania. Historia pisana przez wielkie H także jest żywiołem tragicznym, zmuszającym bohaterów do dokonywania wyborów, z których żaden nie daje się łatwo moralnie zakwalifikować i jednoznacznie osądzić. (…)

Od kilku lat polskie kino znów zaczyna nam mówić ważne rzeczy o najnowszej historii. W „Róży” widzieliśmy tragedię Mazurów i krwawe, chaotyczne, brutalne, z gwałtu poczęte narodziny nowego polskiego narodu po wojnie. W „Idzie” otrzymujemy niezwykły obraz Polski lat wojny i PRL-u, opis dramatu Żydówki i komunistki. (…Postać Wandy, w której dziejach rozgrywa się zapomniana przez nas tragedia najnowszej historii Polski, należy do najciekawiej napisanych i zagranych (słuszna nagroda aktorska dla Agaty Kuleszy w Gdyni) postaci kobiecych w rodzimym kinie ostatnich lat. Kobieta wreszcie nie jest tu obiektem seksualnym, matką, księżniczką do adorowania, matroną, „piękną bezlitosną”. Jest fascynującą postacią z krwi i kości a jednocześnie nośnikiem tego, co w historii najbardziej uniwersalne – rola to na co dzień zarezerwowana w polskim kinie dla mężczyzn. Chciałbym, aby ten film nie tylko zdobył widownię, aby nie tylko rozpoczął debatę historyczną, ale także, by otworzył drzwi do polskiego kina większej liczbie takich bohaterek.

Jakub Marmurek „Ida” Kino 2013 nr 10

 

„DOTYK GRZECHU”

2013 – Nagroda za Najlepszy Scenariusz MFF Cannes;

O FILMIE:

Dotyk grzechu to inspirowany tradycyjną pekińską operą (głównieWild Boar Forest, sfilmowaną w 1962 roku przez Chena Huaikai i Cui Weia),tradycyjnym chińskim malarstwem oraz artystycznymi filmami o sztukach walki Kinga Hu filmowy portret

współczesnej chińskiej cywilizacji, która przeobraża relacje i związki międzyludzkie w trudne

do wyobrażenia piekło, pełne gwałtu, egoizmu i niesprawiedliwości. Reżyser stawia tu retoryczne pytanie o korzenie zła, jakie tkwią we współczesnym chińskim społeczeństwie. Pokazane w filmie historie, w większości oparte na faktach, które reżyser odnajdywał na Weibo (chiński odpowiednik Twittera), tworzą przepełnioną dramatyzmem i konfliktami narrację, której bohaterami są przeciętni obywatele Chin. Grają ich zarówno aktorzy profesjonalni, jak i amatorzy, a tytuł filmu to świadome nawiązanie do A Touch of Zen

Kinga Hu. Film urzeka doskonałą stylistyka zdjęć, przepełnionych kolorem, dopracowanych w każdymdetalu i oddających specyfikę i klimat pokazywanych Chin, bo – jak przyznaje reżyser – ten film ma być wizualną podróżą po tym kraju.

Dotyk grzechu ogląda się tak, jakby się czytało realistyczną powieść z XIX wieku. Cztery luźno powiązane ze sobą historie malują panoramę współczesnego Państwa Środka: od śnieżnej prowincji Shanxi po ciepłe rejony delty Rzeki Perłowej. Tematy poszczególnych historii też wyglądają jak wzięte z mroczniejszych kart Dickensa czy Zoli: nędznie opłacani górnicy, prostytucja, wypadki w fabryce. Tylko wszystko to nie dzieje się ani w wiktoriańskiej Anglii,  ani we Francji ery II Cesarstwa, tylko w Chinach XXI wieku, gwałtownie budujących kapitalizm pod rządami nominalnie wciąż komunistycznej, monopartyjnej władzy. (…)

Zhang-ke maluje fascynujący obraz zróżnicowanego, gwałtownie zmieniającego się kraju. Każda z historii przedstawia trochę inną rzeczywistość społeczną. Górnicze miasteczko Daheia wygląda jak Polska z lat 80.: jest biednie, zgrzebnie i – co przede wszystkim rzuca się w oczy współczesnemu widzowi – „analogowo”. Ma się wrażenie, że nawet e-mail nie zdążył tam jeszcze dotrzeć. Hui Xiao z kolei żyje już w zupełnie cyfrowym świecie, wypadek kolegi powoduje zagapiony w swojego smartfona. Nie może się skomunikować z dziewczyną, której pragnie, za to świetnie radzi sobie z twitterem i innymi mediami społecznościowymi. Dom publiczny, w którym pracuje, jest czymś w rodzaju erotycznego parku tematycznego, działającego zgodnie z ponowoczesną zasadą symulakrów. Ciała młodych chińskich kobiet są w nim wpisywane w różne erotyczne fantazmaty (seksowne żołnierki, tradycyjne kurtyzany w zwiewnych jedwabnych szatach), a poszczególne pomieszczenia symulują ważne miejsca i momenty z chińskiej historii.

Jedynym, co łączy wszystkie te opowieści jest kruszenie się starych struktur i hierarchii rodzinnych oraz społecznych. Czyli znów mniej więcej to samo, co opisywała towarzysząca narodzinom XIX wiecznego kapitalizmu przemysłowego europejska powieść realistyczna. Jia Zhang-ke rysuje ten epicki fresk w dość ciemnych barwach, ciągle jednak równoważąc ponure tony zgryźliwym humorem.

Każda z czterech zawartych w filmie historii kończy się eksplozją przemocy, na ogół z tragicznymi skutkami dla bohaterów. Przemoc pojawia się w Dotyku grzechu zawsze jako skutek długotrwałego impasu, sytuacji bez wyjścia, gdy wszystkie inne ruchy wydają się być zablokowane. Wejście przemocy jest też wejściem gatunku filmowego, konwencji łamiącej dotychczasowy, realistyczny kod. W drugiej historii tą konwencją jest film gangsterski. W pierwszej załamanie Daheia – który nagle ze strzelbą wyrusza wymierzać sprawiedliwość, mordując wszystkich odpowiedzialnych w jego mniemaniu za nędzę miasteczka – przywodzi na myśl podobne wybuchy takich postaci jak Travis Bickle z Taksówkarza, William Foster z Upadkuczy Paul Kersey z Życzenia śmierci. Z kolei, gdy Yu Xiao odpowiada przemocą coraz bardziej napastliwym klientom, zmienia się niemalże w heroinę z filmów typu Przyczajony tygrys, ukryty smok.

To łamanie realizmu przez spektakularne sceny przemocy pozwala postawić tezę, że być może są one zapisem pewnych zbiorowych fantazji. Zbiorowych snów o oczyszczającej, karzącej występnych, łamiącej wszechobecną korupcję przemocy, jakie śni chińskie społeczeństwo pogrążone w takim samym impasie jak bohaterowie Dotyku grzechu. Ponieważ ludzie nigdy nie postrzegają rzeczywistości „jako takiej”, zawsze potrzebują suplementu fantazji, by móc doświadczać ją w sposób sensowny, prawdziwie realistyczne kino musi portretować rzeczywistość razem z jej fantazmatycznym suplementem. W tym sensie dzieło Zhang-ke jest jednym z bardziej interesujących tekstów filmowego realizmu ostatnich lat.

Do tej pory Jia Zhang-ke działał niezależnie, kręcił bez państwowych dotacji, głównie na europejskie festiwale. Choć film został zaakceptowany przez cenzorów, miał świetne przyjęcie w Cannes, ciągle nie może znaleźć drogi na chińskie ekrany. Widocznie, dotykając splotu realizmu i fantazji, porusza on naprawdę czułe struny współczesnych Chin

Jakub Majmurek, Dotyk grzechu, „Kino” 2014, nr 1

 

 

„PIETA”

ZŁOTY LEW NA 69. MFF W WENECJI

O FILMIE:

„Pieta” – osiemnasty obraz w reżyserskim dorobku Ki-duk Kima – zdobyła Złotego Lwa dla najlepszego filmu na ubiegłorocznym MFF w Wenecji. Reżyser powraca nim po kilkuletniej przerwie, w czasie której walczył z ciężką depresją. Powraca w wielkim stylu, znów budząc kontrowersje i zachwycając. „Na ten film nie można nie zareagować” – powiedziała członkini weneckiego jury, Marina Abramović.

Gang-do (Jung-jin Lee) trudni się ściąganiem długów od tych, którzy mieli nieszczęście pożyczyć pieniądze od gangsterów. Idealnie nadaje się do tego zadania. Kompletnie pozbawiony skrupułów, głuchy na jakiekolwiek prośby, z zimną krwią okalecza dłużników, aby mogli uzyskać odszkodowanie i spłacić swoje zaległości wraz z wysokimi odsetkami. Z wyjątkową perfidią obmyśla coraz to nowe tortury. Pewnego dnia w jego domu pojawia się tajemnicza kobieta, Mi-son. Twierdzi, że jest matką, która porzuciła go po urodzeniu. Gang-do reaguje agresją, odrzuca Mi-son, ale pokora kobiety i jej cicha obecność stopniowo przełamują jego niechęć. W Gang-do budzą się ludzkie odruchy. Zaczyna doświadczać uczuć, których dotąd nie znał. Postanawia porzucić dotychczasowe życie i stać się lepszym człowiekiem. Wtedy jednak Mi-son zostaje porwana. Gang-do musi wytropić sprawcę, robiąc przegląd wszystkich swoich ofiar. Przy okazji odkrywa mroczną tajemnicę Mi-son…

Ten filmjest w szczególnościfilmempoświęconymczłowieczeństwu,naszejtrudnej sytuacji życia w dobie ekstremalnegokapitalistycznego kryzysu. Czerpałem inspirację z zachodniejtradycji artystycznej, z przedstawieniaMaryikołyszącejmartwegoChrystusa, której najdoskonalszym przykładem jest rzeźbaMichała Anioła. Dwukrotnie odwiedziłemWatykan i widziałem to arcydzieło. Maryja Dziewicatuląca do siebie ciało syna to obraz, który przechowuję w pamięciod wielulat i który dla mnie symbolizuje objęcie tym matczynym uściskiemcałej ludzkości, pogrążonej w cierpieniui bólu, które są częściąludzkiego życia.

Ki-duk Kim, reżyser

Kim Ki-duk zaprasza do królestwa rozpadu. Z perspektywy najwyższych pięter wieżowców slumsy wyglądają jak mozaika z rdzy i blachy falistej. Wzdłuż wąskich uliczek ciągną się góry śmieci i złomu, ludzie mieszkają w ciasnych ciemnych klitkach. W ciasnych ciemnych klitkach także zresztą pracują, obsługując zwaliste, niebezpieczne maszyny. Okoliczna przyroda również wydaje się zdegradowana: woda jest mętna, ziemię pokrywają zbutwiałe liście, drzewa są wyblakłe, jakby pokryte fabrycznym pyłem. To wszystko kręcone jest „na surowo” – szorstki, rozedrgany obraz, żadnego estetyzowania biedy.(…)

Świat „Piety” jest tak smutny i bezlitosny, że aż karykaturalny. Przerażeni biedacy płaczą i błagają o litość: na zmianę płyną łzy, smarki i mocz. Jeden z nich, by uspokoić nerwy nadszarpnięte oczekiwaniem na windykatora, rzuca się na żonę i zaczyna ją gwałcić. Poniżona kobieta chce później oddać się bohaterowi w zamian za umorzenie długu, ale ten tylko biczuje ją stanikiem, a potem z szyderczym uśmieszkiem wypełnia obowiązki względem jej męża. Ogląda się to wszystko jak krwawą kreskówkę. Jak bardzo nieśmieszną komedię „slapstickową”.

Całe zło bierze się z tego, że windykator żyje sam, bez przyjaciół i rodziny; w dzień nie widać po nim potrzeby bliskości, ale w nocy ociera się tęsknie o kołdrę niczym dojrzewający chłopiec. Kiedy był jeszcze niemowlakiem, porzucili go rodzice. Matka (Jo Min-su) pewnego dnia jednak wraca. Z twarzą zastygłą w wyrazie nabożnej udręki chodzi za synem jak cień; uparcie wślizguje się do jego mieszkania, życia i serca. Dawna rana najpierw zaczyna krwawić, a potem zasklepia się w delikatną bliznę. Odnaleziona matka staje się dla bohatera oparciem, ale i słabym punktem, w który mogą uderzyć jego liczni wrogowie.

Nie jest to jednak historia o spóźnionym macierzyństwie. Nie jest to też, wbrew tytułowi, proste nawiązanie do religijnych obrazów, na których Maria tuli zmasakrowane ciało Chrystusa. Koreański reżyser w pewnym momencie komplikuje fabułę, wprowadzając wątek spisku uknutego wokół bohatera. Nie zdradzając wiele, można napisać, że po raz kolejny – tak jak w „Wyspie” czy „Bad Guyu” – opowiada o podszytej sadomasochizmem relacji, o uczuciach, które doprowadzone do maksymalnego wrzenia, zmieniają się we własne przeciwieństwo. W ufundowanym na paradoksach świecie Kim Ki-duka nienawiść może czynić dobro, a miłość okazać się narzędziem tortur. Nie czeka tutaj na bohaterów i widzów żadna jednoznaczna odpowiedź, żaden wygłoszony czyimiś ustami lub przynajmniej zasugerowany morał. Jest tylko śmiertelny klincz postaw i wartości.

„Pieta” to kino ekstremalne – mówiące o skrajnych przeżyciach i do skrajności przerysowane, sięgające po symbole i z poziomu bruku pukające do nieba bram. Weryzm idzie tu w parze z groteską, grecka tragedia przelewa się w czarną komedię, czułość sąsiaduje z perwersją. Czego jednak spodziewać się po reżyserze, którego ulubionym filmem jest „Szamanka” Andrzeja Żuławskiego? Nietrudno oskarżać Kim Ki-duka o pretensjonalność – jest skrajnie idiosynkratyczny, swoje utwory pisze krwią, spermą i wodą święconą – ale potrafi przy tym zajmująco opowiadać. Umie wciągnąć widza do swojego świata i sprawić, żeby te wszystkie wykoncypowane konflikty stały się żywe i wiarygodne.

W „Piecie” pomaga mu w tym kojarzona z koreańskim kinem konwencja thrillera. Dzięki niej, opowiadając o zbrodni i karze, nakręca przy okazji efektowną spiralę przemocy. Dokonując efektownych fabularnych przewrotek, pokazuje, że niezbadane są ścieżki, jakimi chadza moralność.

Piotr Mirski, Pieta, „Kino” 2013, nr 11, s. 74