Repertuar Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Powiększenie” – grudzień 2019.

„NIEPLANOWANE” 02.12.2019 godz. 19:00
„PODWÓJNE ŻYCIE” 09.12.2019 godz. 19:00
„W DESZCZOWY WIECZÓR W NOWYM JORKU” 16.12.2019 godz. 19:00

„NIEPLANOWANE”
Plakat filmu Plakat filmu „Nieplanowane”Reżyseria: Chuck Konzelman, Cary Solomon

O FILMIE
Dzieło – ze względu na odzew społeczny – określono jako przełomowe, a nawet rewolucyjne! Burza spowodowana próbami ograniczenia dostępu do informacji o nim, a później trudności dystrybucyjne wywołały z kolei debatę o współczesnej cenzurze w mediach społecznościowych i wolności słowa, która otarła się nawet o amerykański Kongres. Niedługo po premierze było jasne, że Nieplanowane to coś więcej niż film, to zjawisko kulturowe i społeczne. Tymczasem film opowiada zaledwie prowincjonalną historię Abby Johnson, która jedyne, czego pragnęła, to pomagać kobietom. Z tym nastawieniem już podczas studiów została wolontariuszką, a potem pracownicą jednej z klinik aborcyjnych potężnej organizacji Planned Parenthood. Głęboko wierząc w prawo kobiet do wyboru, szybko awansowała, by ostatecznie zostać jedną z najmłodszych w kraju dyrektorek korporacyjnego giganta wykonującego seryjne aborcje. Tak było do czasu, aż zobaczyła coś, co zmieniło jej życie na zawsze…

W tym przypadku oczywiście duże znaczenie ma to, że Abby Johnson to postać autentyczna, więc nie można zarzucić twórcom, że tak drastyczna zmiana poglądów jest zupełnie nieprawdopodobna. Z kolei już na początku filmu słyszane przez nas z offu wypowiedzi głównej bohaterki rozbrajają kolejne miny – jakim cudem tak długo nic nie dostrzegała, jak mogła być aż tak głupia i naiwna? No cóż, Abby nawet nie szuka tutaj dla siebie usprawiedliwienia – po prostu popełniła w swym życiu wiele błędów, a jej historia nie jest ani miła, ani przyjemna.

Wydarzenie, które zmienia o 180 stopni postawę bohaterki, przedstawiono już w pierwszych minutach film. Abby Johnson jest w tym momencie dyrektorką jednej z klinik Planned Parenthood, ale zostaje poproszona o asystowanie przy przeprowadzanej tam aborcji. Ma tylko trzymać sondę, ale w trakcie zabiegu patrzy na ekran USG i to właśnie ten widok jest dla nie prawdziwym wstrząsem. Nienarodzone dziecko próbuje uciec przed narzędziami lekarza, a po chwili już nie widać płodu, lecz jedynie czarną dziurę…

W kolejnych scenach cofamy się do początków kariery Abby w Planned Parenthood, która trafiła tam jeszcze w trakcie studiów jako wolontariuszka. Następnie obserwujemy, jak dzięki swemu zaangażowaniu i zdolnościom szybko awansuje, a początkowe niepowodzenia w życiu osobistym (nieudane pierwsze małżeństwo i dwie aborcje) ustępują niemal idyllicznemu obrazkowi szczęśliwej rodziny. Wprawdzie mąż Abby i jej rodzice woleliby, żeby zajmowała się czymś innym, ale kochają ją mimo dokonanego przez nią wyboru. A w końcu ich modlitwy zostają wysłuchane… No cóż, na jakieś wielkie zaskoczenie nie ma tutaj miejsca, a nawet proces, jaki wytacza bohaterce jej były pracodawca, kończy się nadspodziewanie szybko.

Trzeba jednak przyznać, że Ashley Bratcher w roli Abby Johnson wypada dość przekonująco (chociaż w scenach z czasów studenckich przydałaby się jednak lepsza charakteryzacja). Aktorka potrafi wzbudzić w nas sympatię do kreowanej przez siebie postaci, a także uwiarygodnić zmianę jej postawy, mimo pewnych mielizn kryjących się w scenariuszu. Nawet pal licho naiwność bohaterki, której tak naprawdę przez długi czas zwyczajnie wygodniej było nie dostrzegać, że w istocie cały jej dobrobyt bierze się z pieniędzy pochodzących z aborcji. Zdecydowanie mniej zrozumiałe jest wszak, że chociaż sama jako klientka nie miała dobrych wspomnień związanych z usługami oferowanymi przez klinikę, to jednak zdecydowała się związać z nią swą karierę. To właśnie zasługą Ashley Bratcher jest też, że doskonale rozumiemy, czemu Abby była tak skuteczna zarówno namawiając klientki do dokonania zabiegu w klinice, jak i później odwodząc kobiety od przerywania ciąży.

Inną sprawą jest, że twórcy filmu ukazują działania Planned Parenthood w zdecydowanie negatywnym świetle. Takie deklarowane cele tej organizacji jak propagowanie świadomego rodzicielstwa i kompleksowej edukacji seksualnej okazują się jedynie zasłoną dymną dla zyskownego przemysłu aborcyjnego. Zdecydowanie przerysowana jest też postać mentorki Abby – Cheryl, która w imię osiągania przez Planned Parenthood (formalnie organizacji non-profit) coraz większych dochodów między innymi narzuca swym podwładnym plan dwukrotnego wzrostu aborcji dokonywanych w klinikach!

Na plus filmowi trzeba natomiast zaliczyć, że chociaż działacze pro-life zostali tutaj przedstawieni z dużą dozą życzliwości, to nie przemilczano wstrząsającego zabójstwa lekarza-aborcjonisty Geroge′a Tillera, do którego doszło w kościele. „Nieplanowane” pokazuje, że stosowanie przemocy zdecydowanie nie jest dobrym sposobem na obronę nienarodzonych dzieci, skoro nawet osoba odpowiedzialna za 22 tysięcy aborcji może przejść duchową przemianę.

Nie sądzę jednak, aby „Nieplanowane” mogło sprawić, że ktoś z widzów zmieni poglądy jak główna bohaterka – obraz ten raczej przemówi do osób będących zdecydowanymi przeciwnikami aborcji, a zwolennicy prawa kobiet do wolności wyboru zapewne będą omijać wielkim łukiem kina z seansami tego filmu.

Marcin Mroziuk

„PODWÓJNE ŻYCIE”Plakat filmu „Podwójne życie”Reżyseria: Oliver Assayas

O FILMIE
Uwodzicielski i przewrotny, najnowszy film Oliviera Assayasa („Sils Maria”, „Personal Shopper”) bawi się pojęciem wierności. W „Podwójnym życiu” dotyczy ono zarówno kilku zdradzających się osób, perwersyjnej relacji fikcji do rzeczywistości, jak również rewolucji technologicznej, która każe nam porzucać stare przyzwyczajenia. W błyskawicznie zmieniającym się świecie e-booki wygryzają papierowe książki, młode kochanki – starzejące się żony, zaś seriale – kinowe fabuły. Nie zmienia się tylko jedno: zawsze najbardziej podnieca nas nowe. Swoimi bohaterami uczynił Assayas członków paryskiej bohemy, przeżywających właśnie kryzys wieku średniego. Leonard, pisarz snobujący się na bycie offline (Vincent Macaigne), pragnie wydać kolejną powieść, będącą zapisem romansu z pewną aktorką. Jego wydawca, przystojny karierowicz Alain (w tej roli super gwiazda francuskiego kina – Guillaume Canet), odrzuca książkę, bo o wiele bardziej pasjonuje go teraz świat e-booków, a dokładnie atrakcyjna doradczyni do spraw digitalizacji. Alainowi umyka więc, że jego żona, marząca o ambitnej roli serialowa aktorka Selena (fantastyczny, autoironiczny występ Juliette Binoche) spotyka się z pewnym pisarzem, którego partnerka także nie wie o zdradzie, bo jest zbyt zajęta ogarnianiem PR–u prowadzącego podwójne życie polityka… Na ów splot seksu, kłamstw i literatury, Assayas patrzy z wyrozumiałością i humorem (krytycy podkreślają, że „Podwójne życie” to jego najlepsza komedia!), deklarując w jednym z wywiadów: „Staliśmy się takimi moralistami, że zapragnąłem nakręcić film odrobinę niemoralny”. Inspiracją dla tego lekkiego niczym czytnik – i równie pojemnego – komediodramatu jest bez wątpienia seksowne kino mistrza Erica Rohmera. Niektórzy piszą też o podobieństwach do najlepszych filmów Woody’ego Allena – z tym że u Assayasa jest zdecydowanie więcej wina.

Olivier Assayas, twórca filmu „Podwójne życie”, przedstawia swoje dzieło jako komedię. Dodać od razu należy: komedię intelektualną, która wprawdzie gromkiego śmiechu nie wywoła, lecz zawiera kilka zabawnych momentów, charakteryzujących zarówno postacie, jak i określony styl bycia. Na przykład jeden z bohaterów jest pisarzem, który ze swego życia uczynił kanwę własnej prozy. Na kartach powieści przyznaje się do miłości francuskiej w trakcie seansu filmowego. Wszystko jest odpowiednio zakamuflowane – akt miłosny, owszem, miał miejsce, ale z inną panią niż zostało to zasugerowane w książce, i na innym filmie. Konkretnie, na którejś z kontynuacji „Gwiezdnych wojen”. Aspirujący do miana intelektualisty literat wrzuca jednak do powieści tytuł „Biała wstążka”. No i w trakcie audycji promocyjnej w radiu dziennikarz natychmiast odpytuje go z… treści filmu Hanekego.

Nastrój opowieści jest więc pogodny, choć fabuła dotyka mnóstwa istotnych tematów. Akcja toczy się w środowisku pisarzy i wydawców, postawionych wobec wyzwań współczesności, czyli po prostu Internetu. Nie jest to być może – zwłaszcza z punktu widzenia ludzi żyjących z pisania (choćby i recenzji filmowych) – temat na komedię. Ale tak naprawdę, na ekranie nie dzieje się zbyt wiele, liczą się przede wszystkim dialogi. I chociaż z ekranu padają liczby, statystyki budzące niepokój, grozy nie ma. W zasadzie żadna rozmowa – może z jednym wyjątkiem, wyznania polityka nakrytego przez policję na homoseksualnej schadzce – nie ma dramatycznego przebiegu, nawet scena zerwania nie przekracza granic small talk, gadki szmatki.

Nad całością unosi się duch niezapomnianych przypowieści Erica Rohmera – z jedną różnicą: bohaterowie Rohmera – sympatyczni i naiwni – byli młodzi, uczyli się życia. Tu mamy do czynienia z pokoleniem czterdziestolatków – niby ludzi dojrzałych, lecz z racji wykonywanego zawodu zmuszonych do oswajania się z nową sytuacją. Dyrektor wydawnictwa z Internetem jako konkurencją druku oswaja się tradycyjnie: zatrudnia młodą specjalistkę od marketingu, każe jej śledzić rozwój form literackich w sieci, a w stosownej chwili uwodzi. Wkrótce, zaspokoiwszy swą ciekawość (Internetu czy dziewczyny?) wycofuje się z romansu z klasą, według reguł zaczerpniętych z literatury (bardziej popularnej niż wielkiej). Pisarz zwyczajnie Internet ignoruje: załamuje ręce, że jego powieści sprzedają się słabo i bez odzewu, ale nie podejrzewa nawet, że obecnie dyskusje na większość tematów (w tym o jego powieści) przeniosły się do sieci. Dla młodszej żony pisarza, specjalistki od marketingu politycznego, Internet, podobnie jak wszelkie media elektroniczne, jest użytecznym narzędziem pracy. Przed wyjściem z domu zgarnia ze stołu laptop, tablet i komórki z ładowarkami do wielkiej torby, ale wystarczy, że padnie jej telefon a będzie jak bez ręki. Także żona wydawcy a zarazem romansująca z pisarzem aktorka zdaje się dobrze przystosowana do zmieniającej się rzeczywistości. Po obiecującej, jak się można domyślać, karierze (nie przypadkiem gra ją Juliette Binoche) znalazła przytulisko w telewizyjnym serialu, gdzie wprawdzie gra zwykłą policjantkę, ale, charakteryzując rolę, dodaje: „specjalistkę od rozwiązywania sytuacji kryzysowych”. Kiedy poczuje się zmęczona, ma obiecane, że jej bohaterka zginie na posterunku, a ona będzie grać w teatrze Fedrę, czyli wejdzie w okres aktorskiej emerytury.

„Podwójne życie” Oliviera Assayasa zanurzone jest we współczesności po uszy. Nie tylko dlatego, że bohaterowie chodzą do kina na aktualne filmy, oglądają seriale w telewizji, bywają uwikłani w związki homo- i biseksualne. Przede wszystkimi dlatego, że niemal wszyscy obecni na ekranie z racji wieku przynależą do kultury słowa drukowanego. Posługują się wprawdzie smartfonami i tabletami, ale korzystają z nich w stopniu podstawowym, nie zdając sobie sprawy, jakie są możliwości tych urządzeń. Jednocześnie nie mają zaufania do nowych mediów, choć starają się tego nie okazywać. Dopuszczają istnienie audiobooków i e-booków, ale nie wierzą w ich skuteczność. W istocie Internet jest dla nich bytem równoległym, rządzącym się swoimi prawami – korzystają z niego, ale nawet nie próbują go zrozumieć. Dla wydawcy seks w trakcie seansu „Białej wstążki” jest niesmaczny, wręcz stawia pod znakiem zapytania wydanie książki, dla radiowego dziennikarza, na co dzień obcującego ze słuchaczami (i szerzej: konsumentami kultury) to kwestia kluczowa. Czy to znaczy, że wydawca nie dostrzegł zmiany gustów odbiorców? Niekoniecznie, to raczej znak, że strzegąc kultury wysokiej nie dostrzegł – a może nie docenił – demokratycznego, by nie powiedzieć: samoistnego procesu powstawania kultury niskiej.

Olivier Assayas w „Podwójnym życiu” pokazuje, że dostrzegł i docenił. I na wszelki wypadek w lekkiej formie ostrzega, że za moment może być za późno. Nawet w Paryżu, gdzie w metrze ciągle jeszcze więcej podróżnych czyta książki i gazety niż wgapia się w smartfony.

Konrad J. Zarębski, Podwójne życie, „Kino” 2019, nr 05, s. 71

„W DESZCZOWY DZIEŃ W NOWYM JORKU”Plakat filmu „W deszczowy wieczór w Nowym Jorku”Reżyseria: Woody Allen

O FILMIE
Nowa komedia romantyczna Allena opowiada o zakochanej parze studentów, Gatsby’m (Timothée Chalamet) i Ashleigh (Elle Fanning), którzy postanawiają spędzić romantyczny weekend w Nowym Jorku – jednak ich plany ulegają zmianie równie szybko jak słoneczna pogoda, która znika w ulewnym deszczu. Gatsby uwielbia klimat Nowego Jorku i chce pokazać ukochanej Ashleigh rodzinne miasto. Niespodziewanie ich ścieżki rozchodzą się i każde z osobna przeżywa własne przygody, pełne humoru i zwrotów akcji. Reżyser filmowy (Liev Schreiber) zaprasza dziewczynę na pokaz roboczej wersji jego najnowszego dzieła. Będąca początkującą dziennikarką Ashleigh zostaje wciągnięta przez wydarzenia, dzięki którym poznaje scenarzystę (Jude Law) oraz gwiazdę kina – Francisco Vegę (Diego Luna). Pozostawiony samemu sobie Gatsby przypadkowo spotyka i spędza cały dzień w towarzystwie Chan (Selena Gomez) – młodej i błyskotliwej siostry swojej ex dziewczyny. Rozmarzony i skąpany w deszczu dzień w Nowym Jorku sprawi, że Ashleigh pozna siebie na nowo, a jej chłopak przekona się, że żyje się tylko raz – ale to wystarczy, jeżeli znajdzie się właściwą osobę.

Gatsby (Timothée Chalamet) zabiera swoją dziewczynę Ashleigh (Elle Fanning) do rodzinnego Nowego Jorku, by spędzić razem z nią romantyczny weekend. Po przyjeździe czeka ich jednak seria nietypowych przygód i…ulewne deszcze. Razem ze swoimi bohaterami do Wielkiego Jabłka powraca Woody Allen. Co prawda nie ma tu już klasy Manhattanu, jednak nadal jest to urocza i przyjemna opowieść.

Na seansie W deszczowy dzień w Nowym Jorku można spekulować,ile tak naprawdę tkwi w nim rasowego Woody’ego Allena. W przeciwieństwie do Na karuzeli życia jest go tutaj bardzo dużo. Można stwierdzić wręcz, że król przegadanych komedii odrodził się na nowo po kilku latach nieurodzaju. Co prawda, nie otrzymujemy tutaj wybitnego, wyjątkowo odkrywczego dzieła, które rzuciłoby nowe światło na filmografię Allena, ale dzięki motywom znanym z jego wcześniejszych filmów wiemy, że obcujemy z jedną ze sztandarowych produkcji mistrza. Reżyser powycinał z nich bowiem różne elementy i posklejał je ze sobą, tworząc typową, charakterystyczną dla siebie komedię pomyłek. Duże miasto, walka z ironią losu, zlepek niefortunnych zdarzeń, niedopasowanie charakterów w związku, przypadkowe spotkanie z prawdziwą miłością, relacja oparta na zasadzie kto się czubi, ten się lubi, chęć powrotu do minionych epok czy kulisy życia gwiazd. Wszystko to gdzieś już widzieliśmy, prawda?

Film stanowi o wiele lepszą parodię salonowego życia niż poprzednia Śmietanka towarzyska ,która nużyła wtórną fabułą i irytowała napuszonymi dialogami. Już na początku Deszczowego dnia w Nowym Jorku Woody Allen puszcza oko do widza, informując go o tym, że ma do czynienia z historyjką nie do końca na serio. Tak naprawdę jest to filmowa fraszka wycelowana w zepsute, wyniosłe środowisko bogaczy żyjących na pokaz. W prześmiewczy sposób ukazuje ona destrukcyjny wpływ zbyt wymagających rodziców na ich dzieci. Matka Gatsby’ego (ciekawa aluzja do Fitzgeralda, chociaż to nie on organizuje tutaj wystawne przyjęcia, tylko jego rodzicielka) wywiera na nim presję bycia najlepszym w każdej dziedzinie, co sprawia, że nie potrafi on zbudować zdrowych relacji z innymi, odnaleźć sensu życia i własnych celów. Jako neurotyczny chłopak egzystujący we własnym świecie fantazji znajduje ukojenie na terapeutycznej kozetce. Reżyser przedstawił problem narcystycznych rodziców, chcących wychować chodzące ideały, które w przyszłości będą służyć za ich przedłużenie i ozdobę rodzinnych spotkań, bardzo delikatnie. Postać zagubionego, wrażliwego Gatsby’ego przestrzega jednak przed konsekwencjami życia w tak de facto destrukcyjnym środowisku uzależnionym od aprobaty i opinii publicznej. W końcu, co widać w kulminacyjnej rozmowie chłopaka z matką, pod pozornie nieskazitelną fasadą zbudowaną z najdroższych ubrań, klejnotów, minipałaców oraz wpływowych ludzi, kryje się po prostu skrzywdzony, niedowartościowany człowiek. Allen kpi także z wyścigu szczurów, w którym uczestniczy młodzież z dobrych domów. Zwykle wybierają oni prestiżowe zawody, bo tak wypada. Udają ambitnych, lecz często są puści w środku, próżni, zapatrzeni w siebie, jak cukierkowa Ashleigh, dziewczyna Gatsby’ego. Nie reprezentują sobą nic poza majątkiem i pozycją społeczną. Służą jedynie za głupiutkie marionetki w rękach rodowej starszyzny. Podziwiajmy więc tych śmiałków, którzy pomimo dorastania w elitarnym otoczeniu, pozostali spontanicznymi, swobodnymi, a przede wszystkim autentycznymi ludźmi, takimi jak filmowa Shannon.

W żyłach W deszczowy dzień w Nowym Jorku płynie świeża krew. Obsada złożona z młodych, zdolnych nazwisk nie tylko przyciąga do kina nastolatków, ale również czyni film rześkim jak poranna rosa. Być może Allen, obsadzając w rolach głównych wschodzące gwiazdy Hollywood, pragnął wcielić do swoich prywatnych, aktorskich szeregów gwiazdy młodego pokolenia i oddać im stery w branży filmowej. Zrobił to poniekąd niezwykle trafnie, nie przełamując równocześnie ich dotychczasowego emploi. Trzpiotowata Ashleigh, córka multimiliarderów, w wykonaniu Elle Fanning przypomina jej wcześniejszą rolę wychuchanej księżniczki Aurory w Czarownicy. Timothée Chalamet słynie z ról delikatnych, eleganckich arystokratów XXI wieku przyzwyczajonych do towarzystwa kawy, papierosów oraz kieszonkowych tomików poezji.

Zarówno Elio z Tamte dni, tamte noce, zmanierowanego Kyle’a z Lady Bird, jak i Gatsby’ego łączy przecież egzaltowany styl bycia, ekspresja, zamiłowanie do sztuki, literatury i elokwencja. Pomimo pewnej powtarzalności grają oni wspaniale, z ogromną dozą charyzmy. Oboje przyćmiewają nawet aktora tak wielkiego formatu jak sam Jude Law. Niestety, Selena Gomez nie dorównuje im umiejętnościami, ale cechuje ją pewna naturalność, dzięki czemu stanowi miły, nieszkodliwy dodatek do dwójki głównych bohaterów.

Najnowszy film Allena poprawia humor, nastraja pozytywnie, relaksuje i wywołuje uśmiech na twarzach widzów. Przywodzi na myśl smakowite ciasto złożone z naszych ulubionych składników, które upiekł najbardziej wzięty piekarz w mieście. Chociaż bohaterowie W deszczowy dzień w Nowym Jorku toną w mokrych kałużach, długo po wyjściu z kina nosimy w sercu ciepłe, radosne płomienie słońca.

Anna Godoń