dkf

„SZPIEG” 05.03.2012 godz. 19.00

„DOM SNÓW” 12.03.2012 godz. 19.00

„MUSIMY POROZMAWIAĆ O KEVINIE” 19.03.2012 godz. 20.15

„SŁUŻĄCE” 26.03.2012 godz. 19.00

„SZPIEG”

20120302 szpieg

Reżyseria Tomas Alfredson

Niewielu pisarzy rozumie świat szpiegów tak dobrze jak John le Carré, autor ponad 20 powieści. Wiedza ta wynika z doświadczenia. Le Carré jest byłym członkiem brytyjskiej MI5 i MI6, który pracował pod przykrywką w kulminacyjnym okresie zimnej wojny, w połowie XX wieku. To sprawia, że pod względem autentyczności jego książki nie mają sobie równych.

Chociaż John le Carré od zawsze przekonuje, iż szpiegowskie światy, które powołuje do życia niewiele mają wspólnego z tym, w jakim on sam działał, jego doświadczenia życiowe wykorzystywane w książkach najbardziej widoczne są w portretach bohaterów. A George’a Smileya odmalował wyjątkowo starannie

W pełnometrażowym „Szpiegu” to Gary Oldman podjął wyzwanie, by wcielić się w postać jednego z najbardziej legendarnych szpiegów literatury.

Oldman mówi, „Byłem zaszczycony propozycją zagrania George’a – i samym udziałem w tym projekcie. Smiley powstał na bazie osobistych doświadczeń Johna le Carré,  wszystkie jego złożone postaci są dopracowane w każdym szczególe. Wielka Brytania ma długą tradycję działań szpiegowskich i muszę przyznać, że nieźle nam to wychodzi. Jednak mamy też nieco idealistyczny obraz tego świata, a le Carré pokazał jego prawdziwe oblicze. Mam nadzieję, że film zachęci widzów do sięgnięcia po książki tego autora.

Oldman zauważa też „Grałem wiele ekstrawertycznych postaci, więc z rozkoszą wcieliłem się w kogoś tak opanowanego i spokojnego. Smiley nie jest aktywny. W Szpiegu jest jedną z figur w partii szachów, która toczy się o wysoką stawkę, gdzie wszyscy uważnie wszystkich obserwują, czekając jaki ruch – jeśli w ogóle – wykona przeciwnik”.

„Szpieg” udowadnia że ma wszelkie znamiona doskonałego filmu: przyspiesza bicie serca, porusza zmysły i zmusza do myślenia.  The Telegrap

„DOM SNÓW”

20120302 dom snow

Reżyseria Jim Sheridan

Podobno wszystkie domy skrywają mroczne tajemnice. Niektórzy nie cofną się nawet przed zbrodnią, by wymazać po nich ślad…

Mający na koncie szereg sukcesów wydawniczych Will Atenton (Daniel Craig) wyprowadza się ze swoją rodziną z Nowego Jorku i zamieszkuje w malowniczym domu w Nowej Anglii. Gdy wraz z żoną Libby (nagrodzona Oscarem za rolę w „Wiernym ogrodniku” Rachel Weisz) oraz dwiema córkami zaczyna się już przyzwyczajać do nowego lokum, dowiadują się, że zamordowano w nim poprzednią mieszkankę oraz jej dzieci. Podejrzewany o zbrodnię mąż i ojciec zabitych nadal żyje, a Willa oraz zaprzyjaźnioną z ofiarami sąsiadkę (Naomi Watts – „Mulholland Drive”, „The Ring 1-2″, nominacja do Oscara za „21 gramów”) prześladuje przeczucie, że nie wszystkie poszlaki zostały odpowiednio zbadane. Próbując dopasować do siebie poszczególne elementy krwawej układanki, Will odkryje, że historia poprzedniego lokatora jego domu jest równie przerażająca, jak to, co może spotkać kolejną rodzinę, która znalazła w nim schronienie… Znakomity, porównywany już z „Szóstym zmysłem”, thriller Jima Sheridana, wielokrotnie nominowanego do Oscara twórcy „Mojej lewej stopy”, „W imię ojca”, „Boksera” i „Naszej Ameryki”.

Jim Sheridan, reżyser znany z dramatów rodzinnych o zabarwieniu społecznym takich jak „Bracia” i „Nasza Ameryka”, miałby nakręcić wzbudzający niepokój thriller? Jego najnowsze dzieło, wchodzący na ekrany kin „Dom snów”, jest reklamowany jako film z dreszczykiem, przerażająca fantasmagoria na temat zmysłów płatających figle i domu rodem z horrorów, w którym wylęgają się widziadła, cienie przeszłości, a może nawet duchy. Sheridan nie zmienił się jednak w reżysera horrorów. „Dom snów” nie da się postawić w jednym szeregu z innymi filmami o wywołujących strach domostwach, jak tegoroczne „Nie bój się ciemności” lub „Naznaczony”. Nawet jeśli Sheridan wyparł się swojego nowego obrazu po scysji z producentami, łatwo dojrzeć na ekranie charakterystyczny styl reżysera. Nietrudno także zauważyć, że ani w założeniu, ani w realizacji „Dom snów” nie jest thrillerem, tylko tym w czym Sheridan może pochwalić się dużym doświadczeniem – dramatem z rysem psychologicznym, podrasowanym za pomocą kryminalnego tła i swobodnie przyprawionym sensacyjnym zwrotem akcji.

Ewa Drab, Stopklatka.pl, 21 października 2011

„MUSIMY POROZMAWIAĆ O KEVINIE”

20120302 kevin

Reżyseria Lynne Ramsay

 

„SŁUŻĄCE”

20120302 sluzace

Reżyseria Tate Taylor

„Służące” to pełna ciepła opowieść o niezależnych i silnych kobietach, które od szeptów rozpoczęły wielkie i głośne zmiany społeczne. Akcja filmu toczy się w stanie Missisipi w latach 60. ubiegłego wieku. Skeeter (Emma Stone) właśnie skończyła studia. Marzy o karierze pisarki, nie myśli zaś ani o małżeństwie, ani o dzieciach, ku konsternacji swej matki i konserwatywnych przyjaciółek. Przeprowadza wywiad z Aibileen (nominowana do Oscara Viola Davis), czarnoskórą służącą w jednym z najbogatszych białych domów w okolicy i zaczyna pisać książkę o bolesnych doświadczeniach czarnych służących, poruszając tym samym niebezpieczny temat tabu. Naraża nie tylko dobre imię, ale i życie wielu osób. Wspólny cel i wielka przyjaźń, które połączą kilka niezwykle odważnych kobiet, zapoczątkują rewolucję, która na zawsze odmieni los milionów ludzi. Oprócz wschodzącej gwiazdy Emmy Stone („Zombieland”, „Łatwa dziewczyna”), w filmie wystąpiła nagrodzona Oscarem Sissy Spacek („Za drzwiami sypialni”, „Córka górnika”) oraz olśniewająca Bryce Dallas Howard („Spider-man 3″, „Kobieta w błękitnej wodzie”). Oparty na bestsellerowej powieści film „Służące” zdominował na kilka tygodni amerykański box office, wygrywając w walce o uznanie widzów z wielomilionowymi superprodukcjami.

Przepisy segregacyjne, zwane prawami Jima Crowa, wprowadzane lokalnie w Stanach Zjednoczonych w ciągu niemal stu lat od zakończenia wojny secesyjnej, miały przedzielić amerykańskie społeczeństwo grubą krechą, wartościując obywateli według koloru skóry. Działania te w rzeczywistości przyczyniły się do stworzenia wielkiej bigoteryjnej iluzji, bo choć podobny podział faktycznie istniał, rasistowski filtr nie zdołał oddzielić Afroamerykanów od białych. Powstał w ten sposób rodzaj pasożytniczego współżycia. O specyficznych stosunkach społecznych, które panowały w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych w stanie Missisippi, opowiada film „Służące”, będący adaptacją wydanej także i u nas powieści Kathryn Stockett. Specyficznych, bo z dzisiejszego punktu widzenia absurdalnych – jedna z kwestii spornych pokazanych na ekranie dotyczy wydzielenia osobnych łazienek dla czarnoskórych w domach, w których są zatrudnieni; jednocześnie każe im się przygotowywać posiłki czy opiekować białymi dziećmi i nie budzi to żadnych kontrowersji higienicznych. „Służące” to film zrealizowany na modłę altmanowską, zaludniony przez wiele interesujących postaci, z których każda ma swój własny wątek, osobistą historię do opowiedzenia. Prócz Skeeter wyróżnić można wybijające się na pierwszy plan dwie służące – refleksyjną, cierpiącą po stracie syna Aibileen, która poświęciła się wychowaniu białych dzieci, i niepokorną Minny (brawurowe kreacje Violi Davis i Octavii Spencer). Wokół nich została wytyczona główna oś fabuły i obu im przydzielono jasno określone role – pierwsza wypowiada pełne bólu, rozwagi i trzeźwości monologi na temat trudnego losu Afroamerykanów; druga jest postacią komiczną – cięty język i mściwy charakter notorycznie sprowadzają na nią tarapaty. Prócz nich po ekranie pląsa wiele młodych matron z trwałymi na głowach i głupiutkimi uśmiechami na twarzach, choć wszystkie role rozpisano zaskakująco starannie i karykaturą nazwać wolno chyba tylko jedną z nich – Hilly, stereotypowy czarny charakter, któremu zostanie wreszcie wymierzony należyty prztyczek w nos.

Bartosz Czartoryski, Służące, „Kino” 2011