Oficjalny Portal Miasta Kwidzyna

Logo Unii Europejskiej

„ŻEBY NIE BYŁO ŚLADÓW” – seans DKF Powiększenie

2021 – FESTIWAL POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH W GDYNI
Srebne Lwy – Zdobywca Aneta Hickinbotham, Jan P. Matuszyński, Leszek Bodzak
Nagrody Indywidualne – Najlepsza scenografia Paweł Jarzębski
Nagroda Specjalna – Nagroda festiwali i przeglądów filmu polskiego za granicą Jan P. Matuszyński
REALIZACJA
OBSADA
Reżyser – Jan P. Matuszyński
Scenariusz – Kaja Krawczyk-Wnuk
Zdjęcia – Kacper Fertacz
Muzyka – Ibrahim Maalouf
Montaż – Przemysław Chruścielewski
Scenografia – Paweł Jarzębski
Kostiumy – Małgorzata Zacharska
Dźwięk – Jarosław Bajdowski
Tomasz Ziętek – Jurek Popiel
Sandra Korzeniak – Barbara Sadowska
Jacek Braciak – Tadeusz Popiel
Agnieszka Grochowska – Grażyna Popiel
Robert Więckiewicz – Generał Kiszczak
Tomasz Kot – Kowalczyk
 
O FILMIE
Polska, 1983 roku. W kraju wciąż obowiązuje, mimo zawieszenia, wprowadzony przez komunistyczne władze stan wojenny, mający na celu zduszenie solidarnościowej opozycji. 12 maja Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, zostaje zatrzymany i ciężko pobity przez patrol milicyjny. Przemyk umiera po dwóch dniach agonii. Jedynym świadkiem śmiertelnego pobicia jest jeden z kolegów Grzegorza, Jurek Popiel, który decyduje się walczyć o sprawiedliwość i złożyć obciążające milicjantów zeznania. Początkowo aparat państwowy, w tym Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, bagatelizuje sprawę. Jednak gdy ponad 20 tysięcy ludzi przemaszeruje przez ulice Warszawy za trumną Przemyka, władza decyduje się użyć wszelkich narzędzi przeciwko świadkowi i matce zmarłego, aby ich skompromitować i zapobiec złożeniu przez Jurka zeznań w sądzie. Rozpoczyna się, nadzorowana osobiście przez Ministra Spraw Wewnętrznych, generała Czesława Kiszczaka, operacja „Junior”, której głównym celem jest powstrzymanie Jurka przed ujawnieniem prawdy oraz zrzucenie winy na sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka po pobiciu na pogotowie. Armia esbeków zaczyna śledzić Jurka i jego rodziców, inwigilując ich życie prywatne 24 godziny na dobę, zaś media i prokuratura są kierowane i naciskane przez władzę, aby do opinii publicznej trafiały tylko „właściwe” komunikaty. Z kolei Barbara Sadowska nie traci nadziei na sprawiedliwość, a przedstawiciele władzy państwowej i specjalna grupa śledczych prowadzą kolejne narady, jak ukręcić łeb sprawie Przemyka…

Na każdym kroku widać jak wielki jest sentyment i nostalgia, z jaką Polacy spoglądają w lata 80. Były one trudne i nie wszystko w nich zasługuje na tak nostalgiczne wspominanie, jednak momenty najważniejsze w wychowaniu naszych rodziców sprawiają, że wiemy o nich wiele, a będziemy wiedzieć coraz więcej. Cały czas bowiem chętnie będą nas oni cofać do tej epoki. Dopiero co Mateusz Rakowicz w brawurowym Najmro starał się przekonać, że w sumie jak przyszła ta cała wolność znana z lat 90. to przestawienie się na nią nie należało do łatwych. Niby bowiem komuny już nie ma, ale dalej dobrze zarobi tylko w niemieckich markach, a jak mawiał klasyk, wolność bez pieniędzy, to niewola w nędzy. Jak ciepło by jednak o minionej ponad 30 lat temu dekadzie nie myśleć, ma ona swoje, czarne jak smoła, plamy. A sprawa Grzegorza Przemyka jest jedną z większych.
To historia, która niewiarygodnie brzmi na tylu płaszczyznach, że naprawdę nie wiadomo, od czego zacząć. Tak wtajemniczanie się, jak i film, który o niej opowiada. Jan P. Matuszyński miał tu znakomity materiał, który mógł ugryźć z wielu stron. Dlatego też film wyszedł naprawdę potężny, trwa 160 minut. Choć reżyser stara się nie pominąć żadnego ważnego dla sprawy wątku, najważniejszy jest ten związany z Jurkiem Popielem, kolegą Grzegorza, który wraz z ofiarą był tego feralnego dnia przy Jezuickiej. A potem musiał przez długi czas być wszędzie tam, gdzie nie było Milicji Obywatelskiej.
Kontekst sprawy budowany jest tu powoli, przez co mamy okazję na zobaczenie jej z różnych perspektyw. Słyszałem głosy, że Tomasz Ziętek w roli Jurka ciągnie ten film na swoich barkach, nie jestem się jednak w stanie z nimi zgodzić. Wcale go nie ciągnie, bo i nie ma takiej potrzeby, reszta postaci jest tu bowiem równie ważna i potrzebna. W długim metrażu produkcji nie spieszymy się, a reżyser rozwija wątki z odpowiednią pieczołowitością. Co prawda kilka scen rzeczywiście można byłoby wyciąć, ale wszystko, co potrzebne do szerokiego spojrzenia na tę historię tutaj zobaczymy. I nie będziemy zawiedzeni.
Głównie dzięki temu, jak dobrze została tu dobrana i jak fantastyczną robotę robi obsada. Kto oglądał Ostatnią rodzinę zapewne pamięta, co w tamtym filmie odwalali na ekranie Aleksandra Konieczna czy Andrzej Seweryn. Żeby nie było śladów to aktorsko podobny koncert, grany jednak na dużo więcej głosów, bo skupiony na większej liczbie ludzi. Fantastyczny jest Jacek Braciak jako ojciec Jurka, równie dobra Agnieszka Grochowska, jako wiecznie pozująca z papierosem jego żona, świetni są policjanci, bogu ducha winni sanitariusze, którzy wyjechali do trefnego zgłoszenia, generałowie i wysokie władze PRL. To naprawdę uczta, jakiej prędko ponownie nie zobaczymy. Najpewniej do kolejnego filmu Matuszyńskiego.
Co najważniejsze jednak, film działa na poziomie emocjonalnym. W tym temacie można go zestawić z ubiegłorocznym 25 lat niewinności. Sprawą Tomka Komendy, która właśnie w tej materii problemy według mnie miała ogromne. Ważną, bulwersującą sprawę Holoubek zamienił w nieco tabloidową historię, gubiąc przy tym zarówno emocje, jak i głębszy rys psychologiczny swoich postaci. Żeby nie było śladów jest pod tym względem filmem o klasę lepszym. Od samego początku, od wstrząsającego prologu pokazuje, jak ważnym jest dla niego, aby widz w pełni odczuł wszystko to, co historia ma mu do zaoferowania. A tym czymś jest nie tylko tragedia, nie tylko złożoność, nie tylko pasmo zbiegów okoliczności, które doprowadziło do tego, w jakich gabinetach i na jakich szczeblach o sprawie Przemyka rozmawiano. Tym czymś jest przede wszystkim doprowadzający do szału bezsens całej tej sytuacji. Bo ta historia w cywilizowanym kraju nie tylko wydarzyć się nie mogła. Ona również z czysto logicznego i odrzucającego wszelkie emocje punktu widzenia nie powinna. I to, w swoim stylu, bez uciekania w tabloidyzacje, Matuszyński oddał najlepiej. Scena w której w akcie desperacji w sądzie Jurek wygłasza kilkukrotnie to samo zdanie, najdobitniej to pokazuje.
Ważny jest również fakt, jak łatwo przychodzi przeniesienie filmu i podejmowanych przez niego problemów na współczesny grunt. Choć kraj już zupełnie inny, milicji nie ma a transformacja przeszła pomyślnie, problemy pozostały. Nie dostajemy ich na pierwszym planie, jednak samodzielne szukanie wspólnych mianowników wśród napięć społecznych prowadzi widza do interesujących wniosków. Kraj przecież wraz z transformacją powinien być dużo bardziej cywilizowany. Pytanie, czy w kwestiach rozwiązywania napięć społecznych i rodzinnych dobiega do rozwoju wizualnego.
Wygląda na to, że wyrósł nam kolejny twórca, który będzie umiał odpowiednio rozliczyć wstydliwe karty polskiej historii. Głównie przez to, że wie, iż takie sprawy jak ta Grzegorza Przemyka i Jurka Popiela dramaturgicznie obronią się same, a najważniejsze jest to, żeby temat ugryźć od dobrej strony i znaleźć jego odbicie we współczesności. To wszystko u twórcy serialowego Króla jest, co sprawia, że z potężnego seansu wychodzi się w odpowiednio dużych emocjach. W ubiegłym roku, po seansie filmu o sprawie Tomka Komendy pisałem, że gdyby wybrzmiał odpowiednio, po wyjściu z kina poszedłbym na najbliższy wydział prawa nauczyć się go i dokopać typom, którzy skazali człowieka na ten los. Teraz z racji dużo mniejszej aktualności nie miałoby to sensu, ale na warszawskie Powązki i na Jezuicką wpadnę. Tam bowiem padł pierwszy rozkaz, który uruchomił lawinę absurdalnie tragicznych wydarzeń. Rozkaz był krótki, mówił bowiem żeby bić. Najlepiej tak, żeby nie było śladów…
Łukasz Kołakowski -Movies Room

Wydarzenie zostało zakończone.

Data

gru 13 2021
Zakończone!

Czas

19:00 - 21:40

Koszt

10,00PLN

Lokalizacja

Kinoteatr Kwidzyn
Kinoteatr Kwidzyn
Katedralna 18, Kwidzyn

Organizator

Dyskusyjny Klub Filmowy "Powiększenie"
Email
dkf@ckj.edu.pl
Strona WWW
http://www.dkf.ckj.edu.pl/