dkf

„CZWARTA WŁADZA” 07.05.2018 godz. 19:00
„PO TAMTEJ STRONIE” 14.05.2018 godz. 19:00
„W UŁAMKU SEKUNDY” 21.05.2018 godz. 19:00
„LAST FISHERMAN” 28.05.2018 godz. 19:00

 

„CZWARTA WŁADZA”

02 05 2018 dkf1

Reżyseria: Steven Spielberg

O FILMIE:
Opowieść o najsłynniejszym śledztwie w dziejach dziennikarstwa, które zmieniło oblicze, nie tylko tego zawodu, ale także całego świata, doprowadzając do ujawnienia najgłębiej skrywanych sekretów władz Stanów Zjednoczonych. Dwoje wydawców dziennika „The Washington Post” Katherine Graham (Meryl Streep) i Ben Bradlee (Tom Hanks) staje na czele bezprecedensowego starcia amerykańskiej prasy z najwyższymi władzami, walcząc o prawo do ujawnienia szokujących tajemnic, ukrywanych przez cztery dekady przez najwyższe władze USA.

Politycy kłamią. Prasa publikuje tajne raporty rządowe. Prezydent państwa nienawidzi dziennikarzy. Sądy muszą decydować, jak w praktyce ma wyglądać demokracja. Współczesna rzeczywistość? I tak, i nie.

Akcja najnowszego filmu Stevena Spielberga rozgrywa się w 1971 roku, kiedy kryzys zaufania wobec elit władzy dopiero zaczynał przybierać na sile. Wydarzeniem, które doprowadziło do zmiany nastrojów społecznych w Stanach Zjednoczonych, stało się ujawnienie przez media pilnie strzeżonych dokumentów Pentagonu o realiach wojny w Wietnamie.

Okazało się, że rząd amerykański przez wiele lat uprawiał radosną propagandę sukcesu, będąc jednocześnie świadomy faktu, że wojna jest nie do wygrania, a wysyłanie kolejnych tysięcy młodych żołnierzy na front skazuje ich na bardzo prawdopodobną śmierć. Kolejne administracje w Waszyngtonie, tuszując prawdę, starały się głównie zachować prestiż w oczach społeczeństwa i na arenie międzynarodowej.

Człowiekiem, który ujawnił światu rządowe sekrety, był pracownik prywatnego „think tanku”, Daniel Ellsberg. Zrobił to po dłuższych przemyśleniach, świadomy konsekwencji prawnych, jakie może ponieść. Potrzebował oczywiście pomocy mediów. A to nie było wcale proste. Znajdujące się w prywatnych rękach wydawnictwa stanowiły integralną część kapitalistycznego systemu. Magnaci prasowi prywatnie przyjaźnili się z politykami, a bardziej idealistycznie nastawieni do zawodowych powinności dziennikarze nie zawsze byli w stanie przeforsować swoje racje.

„Czwarta władza” pokazuje w pieczołowicie dopieszczonych szczegółach kuluarowe negocjacje gazety „Washington Post” w sprawie opublikowania materiałów przekazanych przez Ellsberga. Entuzjastą jak najszybszego i najpełniejszego ich druku jest redaktor naczelny Ben Bradlee (solidny Tom Hanks), który kieruje się tyleż poczuciem misji społecznej, co rywalizacją z dominującym na rynku „New York Timesem”.

Bardziej zachowawcze poglądy ma właścicielka gazety Katharine Graham (niezawodna Meryl Streep). Co prawda rozumie ona i docenia fundamentalną rolę prasy, ale jednocześnie musi brać pod uwagę finansowe dobro firmy. Jest w dodatku jedyną kobietą w gronie medialnych elit i nie ma doradców, którym mogłaby w pełni zaufać. Jeszcze bardziej konserwatywny punkt widzenia reprezentuje dział prawny wydawnictwa, który przedstawia czarną wizję nieuchronnych rozpraw sądowych i długoletnich kar więzienia. Administracja Richarda Nixona bardzo chętnie zaakceptowałaby zresztą takie rozwiązanie.

Fabuła filmu Spielberga obejmuje zaledwie kilka dni pełnych napięcia. Jak na film o świecie dziennikarskim przystało, siła scenariusza opiera się w dużej mierze na pełnych werwy rozmowach i dyskusjach z udziałem kilkunastu znaczących postaci. Słowa i odpowiednio przedstawione racje mają istotne znaczenie. Intelektualne dywagacje na tematy związane z wielką polityką przeplatają się z indywidualnymi potrzebami i aspiracjami poszczególnych osób.

Wszyscy są tak zaangażowani w sprawę, że nie ma dla nich żadnego rozgraniczenia pomiędzy życiem zawodowym, towarzyskim i prywatnym. Obiektyw kamery (kontrolowanej jak zwykle przez Janusza Kamińskiego) konsekwentnie pokazuje zbliżenia twarzy pełnych emocji. Jakkolwiek by było, decyzje wpływające na losy świata często podejmowane są przez pojedyncze osoby, które biorą na swoje barki ciężar odpowiedzialności.

Szybkie przeskoki montażowe pozwalają poczuć, niczym w rasowym thrillerze, wyścig bohaterów z czasem. Szczypta humoru przynosi niezbędne chwile oddechu. Od początku wiadomo, że cała sprawa trafi na wokandę sądu najwyższego. Chociaż wydarzenia sprzed ponad czterdziestu lat przedstawione są na ekranie paradokumentalnie, to ich wydźwięk ewidentnie odnosi się do współczesności.

Spielberg zrealizował całą produkcję w rekordowym tempie kilku miesięcy już po objęciu przez Donalda Trumpa prezydenckiego fotela. Oglądając wydarzenia z przeszłości, nie sposób uniknąć porównań z obecnymi realiami. W końcowym rozrachunku Edward Snowden niewiele różni się od Daniela Ellsberga, a kłamstwa i pomówienia są w dzisiejszych czasach jeszcze bardziej niż przed laty znaczącą częścią życia politycznego.

Nade wszystko jednak „Czwarta władza” stanowi hołd złożony tradycyjnej, rzetelnej pracy dziennikarskiej. Jak wyraźnie podkreśla reżyser, prawdziwa wolność nie może istnieć bez wolnych mediów. Oczywiście trudno nie podpisać się pod takim zdaniem, ale przy całym szacunku dla walorów dzieła Spielberga trudno oprzeć się wrażeniu, że zrealizowany kilka lat temu dramat „Spotlight” doszedł do podobnych wniosków w sposób o wiele bardziej przekonywający.

Zbigniew Banaś, Czwarta władza, „Kino” 2018, nr 02, s. 83

 

„PO TAMTEJ STRONIE”

02 05 2018 dkf2

Reżyseria: Aki Karuismäki

O FILMIE:
„Po tamtej stronie” opowiada historię mieszkańca Helsinek, który postanawia odmienić swoje życie i otworzyć restaurację. Pewnego dnia Wikstrom przypadkiem natyka się na uciekiniera z Syrii, Khaleda. Choć znajomość między mężczyznami zaczyna się niefortunnie, bohaterowie szybko nawiązują głęboką więź, która zostanie wystawiona na wiele ciężkich prób. Czy tylko w bajce ich nieoczekiwane spotkanie byłoby początkiem pięknej przyjaźni? W najnowszym filmie Kaurismaki nie pozostaje głuchy na echa wzbierającej na całym świecie fali ksenofobii i nacjonalizmu. Fiński reżyser swoim zwyczajem potrafi jednak przebić się przez warstwę smutku, by zaoferować widzom porcję niełatwego optymizmu i zaraźliwego poczucia humoru. Mistrzowski film, w którym może się przejrzeć (i pośmiać z siebie) współczesna Europa.

Aki Kaurismäki potwierdza status jednego z największych humanistów światowego kina. Fiński mistrz – kilka lat po świetnym „Człowieku z Hawru” – raz jeszcze zabiera głos w sprawie kryzysu migracyjnego.

Podobnie jak w tamtym filmie, reżyser nie szczędzi gorzkich słów Europie, która nie potrafi stanąć na wysokości zadania i wykazać się solidarnością ze straumatyzowanymi przybyszami. Kaurismäki nie byłby jednak sobą, gdyby gniewu nie przełamał czułością wobec outsiderów, znajdujących się na marginesie zadowolonego z siebie społeczeństwa.

„Po tamtej stronie” stanowi rodzaj – pod wieloma względami typowej dla reżysera – współczesnej baśni. Jednocześnie najnowszy film Kaurismäkiego jest bardziej powściągliwy stylistycznie od wspomnianego „Człowieka…”, który składał się z nostalgicznych nawiązań do francuskiego kina lat 30. i 40.

Tym razem fiński mistrz cytuje już tylko siebie samego z wczesnych lat 90., gdy realizował filmy takie jak „Tatiana” czy „Dziewczynka z fabryki zapałek”. Wszystkie one przedstawiały ojczyznę reżysera jako miejsce ponure i dalekie od stereotypowych wyobrażeń o skandynawskim raju.

Powrót po latach do tamtej strategii stanowi sprytny zabieg, pozwalający Kaurismäkiemu na zakwestionowanie populistycznej antyuchodźczej retoryki. Finlandia z „Po tamtej stronie” zdecydowanie nie wygląda bowiem jak miejsce, do którego mieliby lgnąć przybysze z odległych zakątków świata. W świecie Kaurismäkiego ludzie są raczej ponurzy, pogoda brzydka, a ulice coraz gęściej zaludnione przez agresywne bandy skinheadów.

Oczywiście, nie jest to cała prawda o ekranowym uniwersum, w którym znajdują się także enklawy normalności. Fiński reżyser swoim zwyczajem lokuje je głównie w barach i restauracjach, gdzie króluje ostentacyjnie niemodny rock, a klientom wciąż pozwala się ćmić papierosy. Właśnie w takim miejscu personel przyjmuje z otwartymi ramionami wyraźnie zagubionego w Finlandii przybysza z Aleppo.

Choć Khaled początkowo sprawia wrażenie biernego, Kaurismäki zrywa z narracją infantylizującą uchodźców i przedstawiającą ich wyłącznie jako pozbawione podmiotowości ofiary. Reżyser wyposaża swojego bohatera w życiowy cel, którym jest odnalezienie ukochanej siostry. Podjęte przez Khaleda wysiłki zdecydowanie ułatwiają widzom obdarzenie go sympatią. Pomoc okazana mężczyźnie przez znajomych z restauracji prowadzi natomiast do konsolidacji wytworzonego między postaciami poczucia wspólnoty.

Wątek asymilowania się Syryjczyka w lokalnej społeczności balansuje na granicy naiwności, ale w rzeczywistości jego delikatny populizm jest ważną zaletą filmu. Zamierzona przez reżysera prostota sprawia, że „Po tamtej stronie” przestaje być propozycją wyłącznie dla widowni inteligenckiej – i tak najczęściej sympatyzującej z uchodźcami. Przystępne dla szerokiej widowni dzieło Kaurismäkiego zyskuje szansę stania się narzędziem odkłamywania propagandy i kształtowania empatii.

W osiągnięciu tego celu z całą pewnością pomaga reżyserowi jego niepodrabialne poczucie humoru. Kaurismäki w „Po tamtej stronie” raz jeszcze udowadnia, że jest mistrzem slapsticku i komizmu opartego na eksponowaniu kontrastów między bohaterami. Daje popis już w scenie pierwszego spotkania Khaleda z właścicielem restauracji Wikströmem. Choć nieoczekiwana konfrontacja kończy się bójką, okazuje się, że to miłe złego początki, a obaj panowie w rzeczywistości potrzebują siebie nawzajem.

Relację pomiędzy zmęczonym życiem biznesmanem a energicznym przybyszem reżyser postrzega jako metaforę stosunków mogących połączyć Europejczyków i imigrantów. Bijący z tej wizji optymizm pozostaje na tle współczesnego kina unikatowy. Myślenie Kaurismäkiego wydaje się w tym kontekście znacznie odważniejsze artystycznie niż choćby toporny defetyzm Michaela Hanekego ukazany w filmie „Happy End”.

Twórca „Po tamtej stronie” przekonuje, że Wikström potrafi przejąć się losem Khaleda, gdyż nie jest człowiekiem sukcesu, lecz jednostką rozczarowaną życiem, wypaloną i dobrze znającą smak klęski. Obserwacja ta stanowi potwierdzenie prawdy – obecnej w kinie Kaurismäkiego od lat – zgodnie z którą prawdziwa solidarność możliwa jest tylko pomiędzy ludźmi pogrążonymi w kryzysie. W rządzącym się karnawałową logiką świecie fińskiego mistrza to właśnie oni zasługują na miano prawdziwej elity.

Piotr Czerkawski, Po tamtej stronie, „Kino” 2017, nr 10, s. 65

 

„W UŁAMKU SEKUNDY”

02 05 2018 dkf3

Reżyseria: Fatih Akin

O FILMIE:
W ułamku sekundy życie Katji (Diane Kruger) rozpada się bezpowrotnie, gdy jej mąż i kilkuletni synek giną w zamachu bombowym. Przyjaciele i rodzina próbują podtrzymać ją na duchu i zapewniają, że sprawcom zostanie wymierzona sprawiedliwość. Z czasem Katja poznaje tożsamość podejrzanych o udział w zamachu. Narasta w niej potrzeba zemsty na ludziach, którzy odebrali jej tych, których kochała. W ułamku sekundy życie bohaterki eksploduje. W ułamku sekundy bezkresna miłość zmienia się w bezgraniczną nienawiść.

Chyba żaden inny reżyser nie ma tyle do powiedzenia o współczesnej Europie, co Fatih Akin. Ten Niemiec tureckiego pochodzenia najchętniej umieszcza akcję swoich filmów tam, gdzie naturalizowani Turcy mieszają się z niemiecką klasą średnią. Swoim najnowszym dziełem detonuje bombę, po której wybuchu trudno się pozbierać.

Główną bohaterką „W ułamku sekundy” jest Katja – szczęśliwa żona i matka. Poznajemy ją podczas nietypowego ślubu, zorganizowanego w więzieniu, w którym jej małżonek Nuri odsiaduje wyrok za handel narkotykami. Kolejne sceny rozgrywają się już kilka lat później, gdy kryminalna przeszłość przestaje rzutować na codzienność bohaterów.

Jednak spokojne, szczęśliwe życie kobiety zostaje brutalnie przerwane przez wybuch bomby, zdetonowanej w biurze jej męża – w zamachu ginie Nuri i ich sześcioletni synek. Pojawiają się kolejne hipotezy, lecz żadna z nich nie przekonuje Katji. Policjanci chcą widzieć źródło tragicznego wydarzenia w ofierze, której tureckie pochodzenie i dawne uczynki znakomicie się nadają do pochopnej stygmatyzacji. Prawda jednak okazuje się zupełnie inna – za zabójstwem stoi para niemieckich neonazistów.

Film składa się z trzech wyraźnie oddzielonych od siebie części. Każda z nich inaczej rozważa złożoną kwestię międzykulturowych relacji. Akin nie sięga po wielkie metafory, daleki jest od stawiania nieznoszących sprzeciwu tez i za wszelką cenę unika umoralniającego tonu. Skupia się za to na jednostce. Skomplikowane stosunki przedstawia za pomocą niezwykle silnych emocji Katji, która przechodzi długą i niezwykle wyczerpującą drogę od skrajnej rozpaczy po desperację.

Pierwszy akt opowiada o pogrążonej w żałobie i beznadziei kobiecie, doświadczającej straty, za którą wydaje się czaić jedynie pustka. Drugi jest historią powolnego rozpalania malutkiej iskry wiary w sprawiedliwość, rozgrywa się bowiem na sali sądowej, podczas procesu oskarżonych o zamach. Trzeci natomiast został utrzymany w stylistyce „revenge movies” i mówi o tym, jak łatwo rodzi się radykalizm.

Każda z tych części inaczej opowiada o ścieraniu się z nietolerancją i nacjonalistyczną nienawiścią. Akin zestawia ze sobą dwa rodzaje kulturowych uprzedzeń – jawne, otwarcie agresywne i to skrywające się za drobnymi gestami, słowami i zimnymi procedurami.

Te pierwsze nietrudno wskazać i potępić, drugie natomiast zbyt często pozostają nierozpoznane i nie doczekują się należytego napiętnowania. Akin nie ma jednak zamiaru nikogo pouczać czy dyscyplinować. Po mistrzowsku opowiada o uczuciach, emocjach i tragedii jednostek.

„W ułamku sekundy” opiera się na wybitnej roli Diane Kruger – każda reakcja granej przez nią Katji, każdy jej wybór, wypowiedziane słowo lub czyn są pełne emocjonalnego realizmu. Skupiając się na bohaterce i jej olbrzymim bólu, Akin niejako wymusza empatię.

Nie robi tego, by wywołać łatwe współczucie czy terroryzować rozpaczą, lecz by widzowie mogli bez trudu przyjąć punkt widzenia kobiety. Dzięki temu może uwodzić i zwodzić konsekwentnie budowanym napięciem, a jednocześnie wodzić na pokuszenie, prowadząc tą samą ścieżką, po której stąpa napędzana skrajnymi uczuciami Katja. Nie daje przy tym żadnej obietnicy łatwego pocieszenia, które musiałoby trącić fałszem.

Siłą „W ułamku sekundy” jest niezwykła precyzja scenariusza ale również uczciwość i konsekwencja. Akin celowo prowokuje, żeby wymusić ponowne przemyślenie fundamentów europejskich wartości. Każe nam także zastanowić się nad etyką i sensem zemsty, która zostaje przyrównana do pracy żałoby. A najbardziej chyba godne podziwu jest to, że w tej na dobrą sprawę prostej historii udało się reżyserowi opowiedzieć zarówno o bezkresnej miłości, jak i nieskończonej nienawiści.

Michał Piepiórka, W ułamku sekundy, „Kino” 2018, nr 02, s. 80

 

„LAST FISHERMAN”
SPOTKANIE Z REŻYSEREM

02 05 2018 dkf4

Reżyseria: James Stier

O FILMIE:
Malcolm Baker jest ostatnim tradycyjnym rybakiem na Półwyspie Rame, pięknym, sennym i zapomnianym zakątku Kornwalii w Anglii. Tam się urodził i spędził całe życie w bliźniaczych wioskach Kingsand i Cawsand. Nigdy z nich nie wyjeżdżał. Malcolm Łowi ryby. Opiera się na tradycyjnych narzędziach, starych technikach i dogłębnej znajomości morza, jak robili to Jego przodkowie. Kiedy wszystko wskazywało na to, iż w obecnych czasach jest niemożliwy taki styl życia, pojawił się Leo Kaserer. Ekscentryczny Austriak pracujący z młodzieżą. Leo pragnął spokojniejszego bytu i zakochał się w tradycyjnym życiu Malcolma. Stworzył projekt, który ma ocalić od zapomnienia niektóre z umiejętności Malcolma dla przyszłych pokoleń. W trakcie tego procesu zmienił życie swojej rodziny, Malcolma, a także setek młodych ludzi, których zainspirował do innego stylu życia.

Poprzedni artykułPokoloruj swoje lekcje
Następny artykułRetransmisja baletu „Płomień Paryża”