dkf

„AMY” 02.11.2015 godz. 19.00
„KARSKI I WŁADCY LUDZKOŚCI” 09.11.2015 godz. 18.30
„PILECKI” 09.11.2015 godz. 20.00
„DOONBY KAŻDY JEST KIMŚ” 16.11.2015 godz. 19.00
„PRAWIE JAK MATKA” 23.11.2015 godz. 20.00
„MAMA” 30.11.2015 godz. 19.00

„AMY”

28 10 2015 amy

Reżyseria Asif Kapadia

Nieznana, prawdziwa historia wielkiej gwiazdy – błyskotliwej dziewczyny, obdarzonej wyjątkowym talentem, która w rekordowo krótkim czasie osiągnęła szczyty sławy. Przejmujca opowieść o inteligentnej i skomplikowanej kobiecie, która chciała tylko, aby ją kochano. Kim była naprawdę Amy Winehouse, która z dnia na dzień stała się ikoną światowej muzyki?
Jak odmieniło ją spotkanie z mężczyzną, którego obdarzyła uczuciem silniejszym niż narkotyk? Co ukrywała przed światem? Dlaczego zginęła w tajemniczych okolicznościach w wieku zaledwie27 lat?
„Amy” to trzymająca w napięciu historia, stworzona z nieznanych dotąd materiałów, kręconych ukradkiem ujęć, zbliżeń i wyznań. Przejmujący film, który ukazuje prawdziwą historię, znaną tylko z plotkarskich portali i pierwszych stron gazet.
Amy Winehouse – z dala od kamer, prywatnie, intymnie, a także na scenie w świetle reflektorów. Jej talent, miłość i tajemnica w filmowym wydarzeniu, które zachwyciło i wzruszyło światową widownię
„Jestem małą owieczką zbłąkaną w lesie” – śpiewała Amy Winehouse w standardzie George’a Gershwina. I choć głos miała jak dzwon, tupet dziewczyny z londyńskiego Camden, choć wdawała się w pijackie bójki, a jej ciało pokrywały tatuaże, naprawdę cały czas szukała tylko „kogoś, kto się nią zaopiekuje”. Wszyscy znamy tę biografię – „patchwork” złożony z tysięcy wycinków prasowych, zdjęć wykonanych przez paparazzi i filmików na youtubie. Imponujący debiut, sława, fale narkotykowych ucieczek przeplatanych odwykami, destrukcyjny związek, upadek i nagła, przedwczesna śmierć. „Cliché”.
W podobnej, spłaszczonej perspektywie, przebieg burzliwych losów brytyjskiej wokalistki jawił się Asifowi Kapadii, reżyserowi świetnego dokumentu „Senna” (2010). Gdyby nie prośba byłego agenta i przyjaciela zmarłej piosenkarki oraz fakt, że tak jak Amy Winehouse, Kapadia upodobał sobie życie w północnym Londynie i poczuł, że pod grubą warstwą makijażu ukrywała się zwyczajna „dziewczyna z sąsiedztwa”, pewnie nigdy nie pokusiłby się o zgłębienie tematu z pierwszych stron tabloidów.
Pracując nad „Amy”, Kapadia pozostał wierny oszczędnej metodzie sprawdzonej przy tworzeniu filmu portretującego brazylijskiego kierowcę rajdowego Ayrtona Sennę – żadnych gadających głów i wizualnych plomb w postaci animacji czy współczesnych inscenizacji, całość misternie ulepiona z fragmentów materiałów archiwalnych i niemal stu wywiadów dobiegających z offu. Długie godziny amatorskich i telewizyjnych materiałów wideo, kolejne elementy biografii trzeba było ułożyć tak, by nie powielać powstałych masowo po tragicznej śmierci artystki fanowskich kompilacji, telewizyjnych newsów i minidokumentów.
O ile Senna, dążąc do upragnionego celu, gładko wchodził w kolejne zakręty, omijał przeszkody, by niespodziewanie roztrzaskać się o jedną z nich w pełnym pędzie i nie ze swojej winy, o tyle Amy Winehouse, przygnieciona nagłą popularnością, od początku boleśnie konfrontowała się z każdą przeciwnością losu i ledwo dźwigała się, by iść dalej. Jej życie przypominało slalom pomiędzy zgubnymi pokusami i ludźmi, żerującymi na jej popularności. Zanim jednak dokument Kapadii skupi się na degrengoladzie brytyjskiej gwiazdy, ukazuje to, co znika potem w machinie show-biznesu – frajdę płynącą ze śpiewania i niezwykłą swobodę, z jaką Winehouse osiąga jazzową, prawdziwie poruszającą wibrację. (…)
Jagna Lewandowska, Amy, „Kino” 2015, nr 08, s. 73

„KARSKI I WŁADCY LUDZKOŚCI”

28 10 2015 karski

Reżyseria Sławomir Grünberg

Zrealizowany w nowatorskiej formule, łączącej unikalne materiały archiwalne i sekwencje animowane, film wybitnego dokumentalisty, laureata prestiżowej nagrody EMMY, Sławomira Grünberga. Historia Jana Karskiego – bohatera Polskiego Państwa Podziemnego, którego amerykański „Newsweek” uznał za jedną z najwybitniejszych postaci XX wieku.
Jan Karski, pseudonim „Witold”, jako pierwszy człowiek na świecie ujawnił przed państwami zachodniej koalicji okrucieństwa i masowe zbrodnie, jakich hitlerowcy dopuszczali się na terenie Polski. Był emisariuszem Polskiego Państwa Podziemnego, potajemnie wysłanym do warszawskiego getta z misją rozpoznania sytuacji Żydów w przededniu „ostatecznego rozwiązania”. Jego celem było przekazanie światu wstrząsających informacji o tragedii narodu żydowskiego. „Jeżeli nie będzie interwencji aliantów, to w ciągu półtora roku ludność żydowska przestanie istnieć” – donosił w tzw. „Raporcie Karskiego”, który oparty był głównie na wiedzy zdobytej przez Jana Karskiego jako naocznego świadka. Niestety, informacje o Holokauście, przemycone przez Karskiego na Zachód, znalazły się wówczas na 16. stronie „New York Timesa”. Kilka lat temu amerykański „Newsweek” uznał Jana Karskiego za jedną z najwybitniejszych postaci, a jego wojenną misję określił jako jeden z moralnych kamieni milowych cywilizacji dwudziestego stulecia.
Niekwestionowanym walorem filmu Sławomira Grünberga są animowane rekonstrukcje wielu scen, takich jak aresztowanie Karskiego przez Gestapo, jego dwukrotne wejście do warszawskiego getta oraz obozu przejściowego w Izbicy oraz liczne rozmowy z – jak ich nazywał sam Karski – „władcami ludzkości”, m.in. ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Anthonym Edenem czy prezydentem USA Franklinem D. Rooseveltem. Wśród materiałów archiwalnych pokazano nigdy wcześniej nie wykorzystane wywiady przeprowadzone przez E. Thomasa Wooda, współautora książki: „Karski – opowieść o emisariuszu” oraz mało znane archiwalne materiały filmowe i fotograficzne. W filmie, oprócz nagrań samego Jana Karskiego, widzowie będą mieli okazję zapoznać się z wypowiedziami osób, które dobrze go znały, w tym m.in. słynnego amerykańskiego politologa prof. Zbigniewa Brzezińskiego, oficjalnego biografa Winstona Churchilla Sir. Martina Gilberta oraz byłego ministra spraw zagranicznych prof. Władysława Bartoszewskiego.


„PILECKI”

28 10 2015 pilecki

Reżyseria Mirosław Krzyszkowski

Film „Pilecki” to fabularyzowany dokument, przedstawiający historię rotmistrza Witolda Pileckiego od czasów jego młodości, przez działania w czasie II wojny światowej, aż do uwięzienia i śmierci w maju 1948 roku. Witold Pilecki to jedna z bardziej fascynujących postaci w najnowszej historii Polski. Swoje życie poświęcił walce ze zbrodniczymi dyktaturami XX wieku – niemieckim narodowym socjalizmem i sowieckim komunizmem. Brytyjski historyk prof. Michael Foot zaliczył go do sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu II wojny światowej. Losy Pileckiego dobitnie świadczą o jedności planów niemieckich i sowieckich okupantów w stosunku do elity polskiego społeczeństwa.
(…)„Pilecki” to nie jest zwykły dokument z fabularyzowanymi wstawkami, które mają przybliżyć współczesnym widzom postać rotmistrza. Film Krzyszkowskiego to owoc wieloletniego projektu medialnego, który miał na celu przypomnienie postaci Witolda. Został zrealizowany za fundusze zebrane przez twórców i Stowarzyszenie Auschwitz Memento od zwykłych obywateli jako czyn społeczny: „Wierzymy w społeczeństwo obywatelskie, w jego aktywność i hojność. Do Was apelujemy, Obywatele RP, włączcie się w akcję PROJEKT: PILECKI, promujcie ją i wspierajcie datkami! Niech film o jednym z najlepszych Polaków będzie naszym wspólnym dziełem!” – tak apelował na stronie internetowej projektu Bogdan Wasztyl, Przewodniczący Rady Programowej Stowarzyszenia.
Wspólne dzieło darczyńców zrealizowane ku czci Witolda Pileckiego to dość tradycyjny dokument biograficzny, który zachowuje chronologię wydarzeń i w którym wstawki fabularne przede wszystkim wypełniają dokumentalne luki. Próżno mieć nadzieję, że narracja o rotmistrzu będzie w jakikolwiek sposób zaskakująca i nowatorska. Epizody fabularne są tylko banalną ilustracją, tłem. Twórcom zapewne chodziło o podtrzymanie i umocnienie legendy rotmistrza poprzez fabularyzację jego losów. (…)
Dokument „Pilecki” to również komunikat wpisany w nurt polityki historycznej opartej na koncepcji odzyskiwania „zapomnianych”. Trudno odmówić twórcom tego obrazu starań na poziomie historycznych poszukiwań i konsultacji. Oprócz rodziny rotmistrza, m.in. jego syna i prawnuka, w filmie, w roli eksperta występuje również autor wielu książek o Pileckim, dr Adam Cyra. Niestety wszyscy bohaterowie filmu Krzyszkowskiego mówią identycznym głosem.
Biografia rotmistrza to jednowymiarowy obrazek wojaka – ułana, który był przede wszystkim gorliwym patriotą. Jego miłość do ojczyzny doprowadziła do tego, że w celach konspiracyjnych dał się złapać i wywieść do KL Auschwitz. W kwietniu 1943 roku, wraz z dwoma innymi więźniami brawurowo uciekł z obozu, aby przekazać raporty dotyczące funkcjonowania tej jednostki penitencjarnej. W marcu 1948 Witold Pilecki został skazany na karę śmierci przez Sąd Wojskowy m.in. za rzekome organizowanie sieci wywiadowczej gen. Andersa. Wyrok wykonano ponad dwa miesiące później. (…)
Joanna Ostrowska, Pilecki, „Kino” 2015, nr 10, s. 77

„DOONBY KAŻDY JEST KIMŚ”

28 10 2015 doonby

Reżyseria Peter Mackenzie

Sam Doonby, tajemniczy i przystojny włóczęga, pojawia się znikąd w małym miasteczku w Teksasie. Jego nagłe przybycie wywołuje falę niezwykłych zdarzeń i zmienia życie wielu ludzi. Kiedy równie niespodziewanie jak się pojawił, nagle znika, mieszkańcy miasteczka zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie może mieć obecność lub brak jednej osoby. Współczesna historia Sama Doonby’ego przeplata się z opowieścią sprzed 40 lat o jego matce, która zachodzi w niechcianą ciążę. W kulminacyjnym miejscu opowieści matka Sama poddaje się aborcji. Jest to też moment, kiedy Doonby znika z historii współczesnej, a w zasadzie… nigdy go tam nie było.

„PRAWIE JAK MATKA”

28 10 2015 matka

Reżyseria Anna Muylaert

Laureat festiwalu filmowego Sundance (Nagroda za występ aktorski) i Berlinale (Nagroda Publiczności oraz Nagroda Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Artystycznych (CICAE) w sekcji Panorama), porównywany do wybitnej „Służącej” Sebastiána Silvy.
Val (obsypana nagrodami za tę kreację Regina Casé) pracuje w charakterze gosposi u bogatej rodziny w São Paulo. Zajmuje się nie tylko codziennym dbaniem o dom, praniem, gotowaniem i sprzątaniem, ale jest też powiernicą nastoletniego Fabinho, dla którego własna matka nigdy nie znajduje czasu. Val sama ma córkę, której nie widziała od wielu lat. Na czas wyjazdu „za chlebem” do stolicy, ostawiła ją w rodzinnym mieście pod opieką krewnych. Dziewczyna właśnie skończyła szkołę średnią i niespodziewanie zapowiada swój przyjazd pod pretekstem egzaminów na studia. Jessica (doceniona rola Camili Márdili)  jest teraz młodą, pewną siebie, piękną kobietą z ambicjami. Zamierza studiować architekturę w São Paulo i za nic ma relacje obowiązujące w domu, w którym pracuje Val.
W „Prawie jak matka” tradycja i nowoczesność stają naprzeciwko siebie na bokserskim ringu. Brazylijskie normy społeczne pękają tu jedna po drugiej, obnażając przy tym, na jak twardym fundamencie zostały zbudowane. To jednocześnie subtelne kino kobiece opowiadające o trudnej relacji oddalonych od siebie matki i córki, jak i anarchistyczne, wyzwoleńcze kino społeczne, wymierzone w upokarzającą klasowość i niewrażliwych burżujów.
Świeży, nakręcony z werwą film Anny Muylaert może służyć za przykład nowego kina brazylijskiego, które po latach zastoju przeżywa rozkwit i zaczyna święcić triumfy na światowych festiwalach. „(…)
Reżyserka wykorzystuje fabularne klisze „z życia wzięte” i przekształca stereotypowe role płciowe i klasowe, charakterystyczne dla tanich południowoamerykańskich seriali. Zabieg ten nie wpływa na lekki ton filmu, co sprawia, że w odróżnieniu od wielu wywrotowych produkcji z nurtu queer czy trzeciego kina można go określić jako film dla ludzi, posługujący się zrozumiałymi środkami wyrazu, znoszącymi dystans między widzem a bohaterami.
Specjalistką od skracania dystansu jest też główna bohaterka Val, gosposia zatrudniona od lat w domu bogatej rodziny w Sao Paulo. Jej bezpośredniość i dobroduszność sprawiają, że nikt w jej towarzystwie nie czuje się nieswojo. Chwilami można odnieść wrażenie, że ciężka praca – zajmowanie się domem, gotowanie, pranie, sprzątanie, znoszenie humorów pani domu Bárbary i rozpieszczanie jej syna, maturzysty Fabinho – sprawia jej przyjemność, a pozostali domownicy traktują ją niemal jak członka rodziny. Niemal. Bo pod płaszczykiem familiarnej relacji kryje się oparty na wyzysku układ państwo – służba. W luksusowej willi Val zajmuje najmniejszą, zagraconą klitkę, a chwalone przez wszystkich potrawy spożywa osobno.
Do tego na pozór idealnie działającego układu rodzinnego reżyserka (i scenarzystka w jednej osobie) wprowadza dodatkowy, niepasujący element – córkę gosposi, Jéssicę, która przyjeżdża do Sao Paulo na egzaminy wstępne na architekturę. Nie ma gdzie się zatrzymać, więc pracodawcy Val zgadzają się wielkodusznie, aby mieszkała przez jakiś czas u nich. Spodziewają się zobaczyć „małą Val” – pokorną dziewuchę z prowincji, lecz ku ich zaskoczeniu przyjeżdża przebojowa, pewna siebie młoda kobieta, która nie pozwala traktować się jak jej matka i bez skrępowania wykorzystuje status gościa.
(…) Największą siłą scenariusza i reżyserii są sceny naruszenia „naturalnego” porządku. Można je oczywiście czytać w szerszym kontekście. Muylaert po mistrzowsku ukazuje pęknięcia i napięcia społeczne, których źródłem jest – nie bójmy się tych słów – konflikt klasowy. „Prawie jak matka” opowiada o drodze do uzyskania świadomości klasowej, drodze ku wolności, ale trzeba podkreślić, że film nie jest wybetonowany marksistowską ideologią, znalazło się w nim miejsce na subtelności i „last but not least” poczucie humoru. A dowcip Muylaert wyróżniają świetne obserwacje i brak resentymentu. Na uznanie zasługuje też gra aktorska wspomnianej Reginy Casé, która stworzyła postać silnej kobiety, uczącej się na błędach, afirmującej życie bez względu na przeciwności. Wspaniała rola.
Cieszyć się należy, że w kinie brazylijskim dochodzą do głosu kobiety. „Prawie jak matka” jest filmem kobiecym w każdym tego słowa znaczeniu: wyreżyserowany, napisany i zagrany został przez kobiety. Postacie mężczyzn są w nim słabe, żałosne, drugoplanowe. Znak czasu?
Łukasz Knap, Prawie jak matka, „Kino” 2015, nr 09, s. 75

„MAMA”

28 10 2015 mama

Reżyseria Xavier Dolan

Owdowiała kobieta wychowuje samotnie agresywnego syna. Chłopak ma piętnaście lat i cierpi na ADHD. Wspólnie próbują związać koniec z końcem i stawić czoła problemom. Nieoczekiwanie w ich życiu pojawia się Kyla, tajemnicza sąsiadka mieszkająca po drugiej stronie drogi. Dziewczyna sprawia, że w życiu matki i syna znów pojawia się nadzieja na lepszą przyszłość.
Gdyby ktoś chciał już teraz napisać książkę o twórczości Xaviera Dolana, to powinien ją zatytułować „Świat bez ojca”. Jego brak jest w filmach kanadyjskiego twórcy zaiste uderzający. Nawet jeśli ojciec fizycznie istnieje, to albo siedzi przed telewizorem i nic go nie obchodzi („Na zawsze Laurence”), albo zjawia się na chwilę wyłącznie po to, by syna ukarać („Zabiłem moją matkę”). W „Mamie” natomiast ojciec po prostu nie żyje, a film stanowi kolejną wariację na główny temat dzieł Dolana – relacji młodego bohatera z matką (która niekoniecznie nawet musi być własna, vide „Tom”). De facto jest to wręcz inna wersja historii opowiedzianej w debiucie reżysera, o czym świadczy już tytuł, jak również fakt, że w obu filmach matkę gra Anne Dorval.
Tym razem jednak historia rozegrana została w bardziej dramatycznym tonie. W debiutanckim dziele bohater zabijał matkę jedynie metaforycznie, tu zaś oglądamy scenę, w której rzeczywiście ją dusi. Nastoletni Steve ma bowiem zdiagnozowane ADHD, a przejawia się ono nie tylko nadpobudliwością, ale także skłonnością do przemocy, wulgarnego języka i gwałtownych czynów popełnianych bez zastanowienia. Chłopiec wrócił właśnie z instytucji wychowawczych do domu i zamienia go w pole bitwy, gdyż mama (o imieniu Diane) nie daje dmuchać sobie w kaszę i nie zamierza poddać się terrorowi synka.
Jest w „Zabiłem moją matkę” scena, gdy bohaterka – raczej wycofana i nieagresywna – puszcza wiązankę przez telefon. Rola Dorval w nowym filmie Dolana to poniekąd rozwinięcie tamtego epizodu. Z Diane „ostra laska”, wygadana i ofensywna, ekstrawertyczna i pobudliwa, lecz zarazem niepozbawiona zmysłu kalkulacji i życiowego sprytu. Nie przyznaje się do słabości, nie domaga się współczucia. I nie uważa, by dla dobra dziecka należało poświęcić dobro własne. Aktorka zintensyfikowała też upodobanie matki z debiutu do dekoracyjnych a niezbyt gustownych strojów. Diane ma długie włosy, na lakier i poprzecinane pasemkami, chodzi na wysokich obcasach, maluje zaostrzone paznokcie, nosi mnóstwo biżuterii i stroje pełne cekinów i innych błyskotek.
Stosunki między bohaterami są więc gwałtowne, zbudowane na krzyku i bojowej wymianie słów, prowadzącej niekiedy do rękoczynów. Dramaturgia filmu opiera się na kontraście emocji, w kolejnych sekwencjach złość przechodzi nagle w bezradność, nieśmiałość w gniew, spokój w rozpacz. Agresywny, „dresiarski” w zachowaniu i ubiorze Steve okazuje się płaczącym dzieckiem o artystycznej duszy, a jego twarda matka postacią niemalże tragiczną, postawioną przed dylematem, z którego nie ma dobrego wyjścia – oddać czy nie oddać syna na leczenie psychiatryczne. Temu kontrastowi służy także trzecia ważna osoba na ekranie, sąsiadka Kyla (gra ją, znana z „Na zawsze Laurence”, Suzanne Clement), cicha i zblokowana pani domu, była nauczycielka, mająca problemy z mówieniem. I ona jednak w pewnym momencie pokaże pazury.
„Mama” jest świadectwem tego, że talent Dolana okrzepł, czego potwierdzeniem również nagroda na festiwalu w Cannes. Ma chłopak dryg do dialogów, wyczucie puenty, świetnie buduje napięcie emocjonalne, powoli ogranicza też manieryzmy w postaci np. scen w zwolnionym tempie, ale nadal gęsto wypełnia film różnorodną muzyką – od Schuberta po Lanę del Rey. Przede wszystkim zaś znakomicie prowadzi aktorów (sam wyjątkowo nie pojawia się na ekranie).
Zwłaszcza pełnokrwista kreacja Dorval – w której jest i coś z plebejskiej energii wilczycy Anny Magnani, i z ekscentrycznych div Almodovara – zasługuje na oklaski. Zarazem budzi „Mama” pewne rozczarowanie, właśnie dlatego, że stanowi powtórkę z „Zabiłem moją matkę”, a nie ma świeżości tamtego filmu. Dolan krąży obsesyjnie wokół tych samych motywów, szamocze się z nimi jak Steve i inni jego bohaterowie szamoczą się ze swą naturą, niewiele jednak nowego dodaje. Znowu oglądamy miłosno-nienawistną relację, w której akt przecięcia pępowiny urasta do rangi prawdziwej tragedii. Młodzi chłopcy z filmów Dolana wciąż nie mogą dorosnąć. Pod chaotycznym zachowaniem Steve’a wyczuwamy duszę buntownika, gdy jednak w ostatniej scenie próbuje on zbiec ze szpitala psychiatrycznego, nie wiemy czy ucieka na wolność, czy do mamy.
Bartosz Żurawiecki, Mama, „Kino” 2014, nr 10, s. 70