dkf

 

Przez większość kwidzyniaków jest rozpoznawalny przede wszystkim jako księgarz z ulicy Chopina, dla koniarzy jest facetem który podczas zawodów chodzi z aparatem fotograficznym i strzela fajne fotki, które później czasami trafiają na łamy tematycznych czasopism. Dla wielu jest sympatycznym brodaczem którego można czasami spotkać na ulicach naszego miasta i który nigdy nie pcha się do pierwszego szeregu. Mało kto wie, że dla większości ludzi w naszym kraju jest „Naturszczykiem”, który udziela się na forach militarnych i literackich, gdzie poza wyrażaniem swoich opinii, wyjaśnia debiutantom jak funkcjonuje rynek wydawniczy, na co zwracać uwagę i jak planować swoją dalszą karierę literacka. Dla tych osób w kraju jest znany jako autor serii książek „Misjonarze z Dywanowa” – opowiadającym o pobycie naszych żołnierzy na misji w Iraku, oraz książki – Afganistan. Relacja BOR-owika. Choć tak naprawdę zadebiutował na rynku wydawniczym w końcu lat osiemdziesiątych, kiedy to SW Czytelnik zdecydował się wydać jego pierwszą książkę w serii „Czarny Jamnik”. Śmiało można jednak powiedzieć, że dla większości swoich czytelników stał się rozpoznawalny po wydaniu pierwszego tomu Misjonarzy z Dywanowa. PINKY który mimo niedoskonałości redakcji i korekty, powalił większość czytelników niesamowitym językiem i poczuciem humoru. Od razu stał się także polskim odpowiednikiem Szwejka Haszka, lub kontynuatorem Paragrafu 22 – Hellera.

Kilka opinii czytelników:

…21 wiek, Irak, Polscy żołnierze na misji stabilizacyjnej… wartka akcja okraszona dużą dawka humoru czyli niesamowita historia pewnego szeregowca…Ta książka bije na „łeb” wszystkie inne książki które do tych czas czytałem a czytam sporo…W rankingu na 10 gwiazdek, przyznałbym jej 11. Nic dodać, nic ująć. O niebo lepsza od 1 tomu,choć tamta była Moja ulubiona.
Gratuluje. Rafał
PS. Przed Panem jeszcze dużo pracy… bo myślę że cala Polska czeka teraz na 3 tom. Ja również. Końcówka rozpala wyobraźnię… Książka jest Super.

Jestem Polką Irackiego pochodzenia, albo odwrotnie Irakijką Polskiego pochodzenia, bo mój tata jest Irakijczykiem a mama Polką. Mieszkałam cały czas w Polsce ale dwa lata przed inwazją wojsk USA pojechałam do rodziny w Karbali i już tam została, bo granica została zamknięta a ja miałam dwa obywatelstwa – więc nie zostałam wypuszczona. Przeżyłam wszystko co można było, naloty Amerykańskie, ich wkroczenie do naszego miasta, przyjazd „naszych żołnierzy”, kilka lat misji, bo w miarę szybko stałam się tłumaczem wojskowym, co skutkowało tym, że rodzina się mnie wyrzekła i aby nie zginąć z rąk mieszkańców miasta już do końca mieszkałam w bazie. Wyjechałam tylko dlatego, że ciężko zachorowałam i musiałam podjąć leczenie w Polsce.  Nie lubię czytać książek o wojnie w Iraku, zawsze ich Autorzy stosują w nich dwie barwy – białą i czarną. I chyba nie muszę, wyjaśniać która jest dla kogo?  Do przeczytania twojej książki zostałam zmuszona przez przyjaciółkę, która czytając ją co chwila wybuchała śmiechem i dlatego sięgnęłam po nią. Straciłam tydzień, ale to był czas którego nie żałuję. Ponownie się uśmiecham i wiem, że wśród naszych rodaków – Polaków – są ludzie którzy nie dzielą innych według koloru skóry, lub wyznania. Poza tym, pokazany świat prostych żołnierzy i oficerów był jak najbardziej prawdziwy, oraz przypomniał mi, że poza czasem na smutek i żal, były także dobre i śmieszne chwilę o których warto pamiętać. Mam nadzieję, że nie skończy Pan ten historii za szybko, czekaj na co najmniej na kolejne trzy tomy.

Gdyby w MON-ie znalazłby się ktoś, kto umie czytać, i to jeszcze ze zrozumieniem, to kazałby włączyć Misjonarzy z Dywanowa jako lekturę obowiązkową dla słuchaczy studium wojskowego i szkół oficerskich.

Co do zawartości – sceny z lotniska, z obozu przejściowego, epopeja „roverowa” Leńczyka, pobyt w szpitalu – a nade wszystko scena sądu wojennego – po prostu czysta „szwejkowszczyzna”. Ich wartość polega nade wszystko na świeżości i jędrności opisów. Odkrywają przed nami świat dotychczas hermetycznie zamknięty, znany jedynie ze stron gazet czy migawek telewizyjnych. Ten poznawczy walor tej pozycji jest niezwykle istotny – obok opisów absurdalnych wręcz sytuacji typu „garnizonowego”, książka w nienachalny sposób ukazuje na czym polegają (a raczej powinienem napisać – co jest ideą) misje stabilizacyjne. Jednym słowem:  BOMBA!!!

Szanowny Panie!
Dwa dni temu ukończyłem czytanie drugiego tomu? drugiej części? Pańskiego owocu, czyli Misjonarzy… cz. II. Podobnie jak tom pierwszy, pochłonęła mnie treść: akcja, bohaterowie, miejsce. Czytałem z ogromną radością, ale mogę być wyjątkiem wśród swoich byłych kolegów. Ponad 20 lat nosiłem mundur, byłem na wtedy jeszcze naprawdę pokojowych misjach w Egipcie i Syrii, obserwowałem wiele z postaw przedstawionych w Pańskiej książce. Może tylko postawa wielu sierżantów i kaprali była wówczas trochę inna. A postawa oficerów? Co było jedną zapewne z przyczyn, że odesłano mnie do kraju  przed ukończeniem terminu. Myślę o głośno wyrażanej i to  niejednokrotnie, opinii.  Ale o tym przy innej okazji. Wtedy często mnie wk…urzały, teraz mogę się tylko śmiać. I to właśnie pańska książka spowodowała: śmiech. Nie wiem, jak wielu ludzi będzie serdecznie śmiało się czytając, ilu przy okazji zastanowi się nad treścią. Oby jak najwięcej. Gratuluję serdecznie książki.
Z poważaniem Marek, emeryt i rencista byłego LWP