05 11 2012 dkf

Poliss” 05.11.2012 godz. 19.00
„Oburzeni” 12.11.2012 godz. 19.00
„Chciwość” 19.11.2012 godz. 19.00
„I sprawiedliwość nie dla wszystkich” 26.11.2012 godz. 20.15

 

„POLISS”

05 11 2012 poliss

Reżyseria Maïwenn

„Poliss” to film, który nie tylko zdobył Nagrodę Specjalną Jury, ale również zachwycił publiczność na tegorocznym festiwalu w Cannes. Maïwenn – znana modelka i aktorka, a od kilku lat również reżyserka, scenarzystka i producentka – portretuje w nim pracę specjalnej jednostki policji paryskiego Departamentu Ochrony Dzieci.
Maïwenn stworzyła w „Poliss” filmową przestrzeń, dzięki której mogła podjąć szereg tematów tabu oraz opowiedzieć pełną emocji, stricte humanistyczną historię o ludzkich dążeniach, aspiracjach i słabościach. Skazując swoich bohaterów na walkę z zalewającą świat falą wykorzystywania dzieci i nieletnich, Maïwenn nie zapomniała, że są oni tylko ludźmi, którzy stojąc pomiędzy powinnością a odpowiedzialnością, próbują prowadzić także normalne życie prywatne. A to okazuje się niezwykle trudne…
Mimo, że w „Poliss” nie brak szokujących emocjonalnie scen – policjanci na co dzień zmagają się z pedofilią, kazirodztwem, stosowaniem przemocy wobec nieletnich – jest tam sporo elementów humorystycznego rozluźnienia. A surowy dramat i trauma mieszają się ze spontanicznie żartobliwym tonem.
Reżyserka przyznaje, że dla niej najważniejszym gatunkiem filmowym jest „cinéma vérité”, dlatego zawsze stara się, żeby jej filmy były jak najbliższe rzeczywistości. Maïwenn bardzo dbała o to, by wiernie oddać realia pracy funkcojonairuszy. Stąd „Poliss” często ociera się o paradokument, nie tracąc przy tym cech błyskotliwego filmu akcji, na co zwrócił uwagę m.in. Robert De Niro, przewodniczący jury tegorocznego festiwalu w Cannes.
Krytyka światowa wypromowała ostatnio nowy, bardzo potrzebny termin. Chodzi o filmy z gatunku mockumentary. Nie fabularne i nie dokumentalne. Gatunek nie urodził się wczoraj, ale ostatnio niebywale zyskał na znaczeniu. I liczebności. Filmy takie nie są podglądane ukrytą kamerą, lecz odegrane na podstawie scenariusza. Ale scenariusz oparty jest na autentycznych zdarzeniach, opowiedzianych bez teatralnych efektów, w naturalnym otoczeniu. Rosnąca popularność gatunku jest zapewne również reakcją na liczne ostatnio głosy, że wszystkie filmy już nakręcono. Bo jeśli jakiś film fabularny już dawno powstał, to nakręcanie na ten tematu filmu w konwencji mockumentary nie będzie powtórzeniem, ani tym bardziej plagiatem, tylko nowym zadaniem, które warto podjąć. Takie dążenie do przypisania sztuce filmowej znaczniejszych dawek autentyzmu i prawdy może prowadzić nie tyle do kształtowania się trzech, zamiast dwóch, odrębnych kategorii, co do zatarcia się granic gatunkowych w ogóle. Podkreśleniu wrażenia autentyzmu służy również polityka aktorska Maiwenn Le Besco. Dobrała sobie zespół łączący na równych prawach profesjonalistów i amatorów. I to wbrew dość popularnej zasadzie: dwie czy trzy główne role – zawodowcy, boczne rólki – naturszczycy. Świetna Karin Viard (Nadine) jest doświadczoną aktorką. Ale obok niej role nie mniejsze i nie mniej poważne powierzone zostały początkującym wykonawcom. Maiwenn twierdzi – i skłonni jesteśmy przyznać jej rację – że w tak symetrycznym układzie nie tylko amatorzy mogą się uczyć od Viard, co jest oczywiste, ale i odwrotnie; od nowicjuszy można czasem wyegzekwować potrzebną spontaniczność, naturalność, potoczność.
Jerzy Płażewski, Poliss, „Kino” 2011

 

„OBURZENI”

05 11 2012 oburzeni

Reżyseria Tony Gatlif

Oburzeni to film fabularny, którego fabuła spleciona jednak została z dokumentalnym zapisem rzeczywistości. Surowy, energetyzujący i dbający o wszystkie detale film, opowiada o masowym proteście Ruchu Oburzonych, rozpoczętym 15 maja 2011 roku na placu Puerta del Sol w Madrycie. Eseistyczna nonszalancja sprzyja w tym przypadku Gatlifowi, który skupia się tu nie tylko na przedstawieniu aktualnej i bardzo rzeczywistej społecznej tematyki, lecz potrafi również wykreować na ekranie piękne pod względem wizualnym obrazy – metafory filmowanej rzeczywistości. Gatlif, znany z bodaj najpiękniejszych transowych scen we współczesnym kinie, pokazuje znane z medialnych przekazów obrazy Oburzonych w Grecji i Hiszpanii, ale odkrywa jednocześnie drzemiąca w nich wizualną poezję.
W społecznym problemie szuka rytmu, ujmującego detalu, finezji. Dzięki temu tworzy na ekranie obrazy jakby wbrew surowym, krzyczącym zapisom rzeczywistości – na przekór rozgoryczonym hasłom z transparentów, wznoszonych przez Oburzonych. Nadając filmowi formę przywodzącą na myśl Socjalizm Jeana Luca Godarda, Gatlif sugeruje intelektualno–filozoficzny wymiar Oburzonych. Pomimo ideologicznego przesłania filmu, pojawiające się
w nim sentencje algierskiego reżysera rozpływają się w zmysłowym wrażeniu pulsującej codzienności, dostarczając jej trójwymiarowego obrazu i zapraszając do popłynięcia razem z jej nurtem. Paradoksalnie namawiają również zuchwale do wyłączenia myślenia i empatycznego wczucia się w pokazywane na ekranie sytuacje i emocje.
Śledząc nierówne dzieło romskiego reżysera uświadamiamy sobie, jak trudna jest forma eseju filmowego, która wymaga od twórcy nie tylko doskonałego wyczucia medium, ale także wyraźnej autorskiej postawy i zaplecza intelektualnego. Niekwestionowanym mistrzem tego gatunku był Chris Marker, który doskonale obrazował na ekranie symultaniczność przewrotów społecznych i przewartościowań dokonywanych równocześnie w różnych zakątkach świata. Nie poprzestawał jednak na zarysowaniu pewnych tendencji, dawał wyraz własnym poglądom i prowokował widza do zajęcia stanowiska. Oglądając „Oburzonych” nie mamy się z czym konfrontować. Bombardowani jesteśmy tylko metaforycznymi obrazami i transowym rytmem „muzyki samotności” – zapętlonymi odgłosami ulicy (powtarzany do znudzenia chwyt znany z finału „Vengo”, 2000). W rezultacie większość naszego potencjału odbiorczego przeznaczamy na próby uporządkowania chaosu. I choć producenci nawołują do „wyłączenia myślenia” i „empatycznego wczucia się w pokazywane sytuacje”, taki bezmyślny ogląd musi kłócić się z ideowym przesłaniem całości i wezwaniem Hessela, zachęcającego do świadomego uczestnictwa w życiu społecznym: „Wszystkim mężczyznom i kobietom, którzy stworzą XXI wiek, mówimy z całą serdecznością: Tworzyć to stawiać opór, stawiać opór to tworzyć”. Film Gatlifa nie idzie pod prąd, jest tylko sprawnie zmontowaną reklamówką ruchu. Trudno znaleźć w nim ślad zadziornego, Godardowskiego z ducha filmu tego reżysera „Z bociana zrodzony” (1999), w którym hasła wypisywane na ścianie przez młodych buntowników miały dużo większą siłę rażenia, nawet jeśli nagryzmolone zostały niedbale i z błędami ortograficznymi.
Jagna Lewandowska, Oburzeni, „Kino”

 

„CHCIWOŚĆ”

05 11 2012 chciwosc

Reżyseria J.C. Chandor

Obserwują nocne życie Manhattanu z najwyższych pięter drapacza chmur na Wall Street. Bankierzy, menedżerowie, analitycy. Tylko oni wiedzą, że to, co znajduje się przed ich oczyma, to ostatnie godziny pewnej epoki. Kiedy słońce wzejdzie i rozpocznie się nowy dzień na giełdach, świat przeżyje spektakularny krach finansowy, jakiego jeszcze nikt nigdy nie doświadczył… Krach, który jedynie oni przewidzieli, co więcej – częściowo do niego doprowadzili. Jak w takich okolicznościach żyć dalej?
Na samym początku kryzysu, który w 2008 roku zmienił oblicze całego świata, wielu ludzi pytało się na próżno: kto za to wszystko odpowiada? W jaki sposób człowiek może przyjąć fakt porażki, która pociągnęła za sobą dorobek życia milionów osób? J.C. Chandor w swoim niezwykle emocjonującym thrillerze „Chciwość” zabiera nas tam, gdzie żadne dzieło filmowe nie odważyło się jeszcze zajrzeć: do jądra ciemności znajdującego się na terenie jednego ze zbyt idealizowanych finansowych tytanów na Wall Street, ukazując brutalną wizję tego świata oraz grupę ludzi stojących na krawędzi finansowej przepaści, przepaści bez dna.
Fabuła „Chciwości” rozwija się w ciągu 24 feralnych godzin, rozpoczynając się od momentu przerażającego podejrzenia, że stało się coś kolosalnie złego, poprzez uświadomienie zakresu zbliżającej się katastrofy, po ostateczne zrozumienie porażki, i tego, ze rozpoczyna się finansowa „rzeź”. Od młodszych analityków po rekiny finansjery, każdy członek korporacyjnej hierarchii musi stawić czoła narastającemu koszmarowi, do którego dołożył przynajmniej jedną cegiełkę.
W ostatecznym rozrachunku „Chciwość” pokazuje przede wszystkim prawdę, nawet jeśli wywołuje ona głęboki niepokój. Prawda ta jest niezwykle prosta: mężczyźni i kobiety, którzy wywołali wielki światowy kryzys, nie wyróżniali się niczym spośród tłumu sobie podobnych. Negatywnymi bohaterami jednej z największych tragedii ostatnich dekad byli po prostu ludzie; ludzie, którym ani wiedza, ani umiejętności, ani gigantyczne miesięczne wypłaty nie pomogły pokonać własnej lekkomyślności, krótkowzroczności i problemu źle pojmowanych priorytetów. Wall Street jest samo w sobie bezduszne, ale ludzie związani z tym miejscem to zupełnie inna sprawa. „Chciwość” to historia ludzi i najdłuższego oraz najmroczniejszego koszmaru, który sami sprokurowali.

 

„I SPRAWIEDLIWOŚĆ NIE DLA WSZYSTKICH”

05 11 2012 sprawiedliwosc

Reżyseria Filippos Tsitos

Sotiris zajmuje się przesłuchiwaniem podejrzanych na jednym z ateńskich posterunków policji. Pewnego dnia, po kolejnym wieczorze picia na umór, budzi się na ławce w parku i czuje, że ma już dość. Od tej pory, jeśli tylko dostrzeże u przesłuchiwanego choćby ślad tego, że życie było dla niego okrutne, puszcza go wolno. Obsesja ratowania niewinnych kończy się dla Sotirisa wyjątkowo niefortunnie: przez przypadek zabija skorumpowanego policyjnego strażnika. Jedynym świadkiem tej zbrodni jest sprzątaczka Dora, którą codzienna walka o przetrwanie nauczyła nieuczciwości. Sotiris lubi Dorę, a ona lubi jego. Jednak miłość, uczciwość i sprawiedliwość wcale nie tak łatwo połączyć.
„I sprawiedliwość nie dla wszystkich” to współczesna baśń o ucieczce z wyścigu szczurów, pełna czarnego humoru i magicznego realizmu. Film Filipposa Tsitosa porównywany jest do dzieł Aki Kaurismäkiego, a obu reżyserów łączy czułe spojrzenie na swoich bohaterów.